Trwa wczytywanie...
Ten artykuł pochodzi ze starej wersji portalu WMASG, dlatego jego wyświetlanie może odbiegać od standardów obecnego systemu.

G&G World Cup - okiem polskiej reprezentacji

22.06.2017 Autor: Regdorn

Sprawozdanie od strony uczestnika z G&G World Cup Shooting Competition 2017

W dniu 11 lutego podczas tegorocznego biegu na orientację GF Point wspólnie z moim kolegą z ekipy – Łukaszem Pasiutem wygraliśmy polskie eliminacje do G&G World Cup Shooting Competition 2017, gdzie byliśmy pierwsi na 20 ekip. Dało nam to możliwość wyjazdu do Tajpej w Tajwanie na w/w mistrzostwa, gdzie przelot oraz pobyt w hotelu był sponsorowany przez G&G.

Mieliśmy 4 miesiące na przygotowanie się do zawodów, jednak padło pytanie: „Jak mamy się do tego przygotowywać?”. Modele replik które miały być na mistrzostwach dostaliśmy po wygraniu eliminacji, ale co dalej? Na szczęście, dzięki uprzejmości firmy Gunfire mieliśmy do dyspozycji system M.E.T. 5x5 od G&G, do którego strzelaliśmy podczas eliminacji oraz który był tzw. „stage 1” na zawodach oraz dwie dodatkowe repliki i masę kulek. Treningi na systemie robiliśmy średnio raz w tygodniu, czasem dwa razy i potrafiliśmy wystrzelić około 5tyś kulek podczas jednego treningu. Na początku nie wiedzieliśmy, czy czasy, które osiągaliśmy na treningach były „dobre” czy też „słabe”, ale poprosiliśmy nasz kontakt z Tajwanem – Bonnie Huang o czasy z zeszłych zawodów. Okazało się, że byliśmy w stanie osiągać lepsze, co dodawało nam motywacji. 

Dwa tygodnie przed wyjazdem zaczęliśmy kompletować potrzebny sprzęt. Znów w ramach wsparcia Gunfire oraz dwóch lokalnych sponsorów dostaliśmy po dwie koszulki, dwie pary spodni, buty oraz rękawice. Hełmy mieliśmy dostać na miejscu od G&G, ale postanowiliśmy zabrać swoje, bo jednak swój to swój, jedynym wymogiem było mieć uchwyt do kamery Go Pro.

W końcu przyszedł dzień wylotu. Spakowaliśmy się, zabraliśmy potrzebny nam sprzęt i wyruszyliśmy w długą trasę. Niemal 30 godzin i 9500km później dotarliśmy do hotelu, który był bardzo ekskluzywny. Byliśmy bardzo zmęczeni, więc od razu poszliśmy spać.

Dzień pierwszy. Wstaliśmy, ubraliśmy się, zjedliśmy śniadanie i… zgubiliśmy się w centrum, GPS zaczął nam szwankować. Zadzwoniliśmy do Bonnie i dzięki jej wskazówkom dotarliśmy na miejsce, do ogromnej hali, centrum lokalnego airsoftu. Dużo ludzi i jeszcze więcej replik. Zarejestrowaliśmy się i czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Mogliśmy sobie usiąśćprzy stolikach przeznaczonych dla drużyn, jednak wszystkie były zajęte. Naszą uwagę przykuła koszulka z polską flagą oraz napisem „Fundacja Sprzymierzeni z GROM W życiu nie ma stop klatki”. Należała do chłopaków z Chile – Khana i Kserksesa, których pewnie już znacie. Trafiliśmy na swoich. Mieli stolik z chłopakami z Argentyny – Nikolasem i Joaqinem, których również poznaliśmy. Po pewnym czasie dostaliśmy informację, że możemy odebrać repliki, których będziemy używali przez najbliższe 3 dni. Dostaliśmy dwie Cm16 SRS, jedną GPM 92 oraz jedną GR25. Mieliśmy całe 3 minuty na wykalibrowanie hop-upów i ustawienie lunety do GR, później mogliśmy wytestować je na trzech pierwszych stage-ach: „M.E.T. 5x5”, „Humvee sniper” oraz „Search and destroy”, na każdym tylko po jednym razie. Ramę mieliśmy opanowaną, ale zdziwiło nas to, że repliki lekko rozrzucały kulki, nie miały idealnego skupienia. Steage 2 i 3 to były dla nas kompletna nowość. Tego dnia mieliśmy jeszcze trochę luzu, więc pozwiedzaliśmy stoiska firm, których nie widziałem dotąd na rynku europejskim. Później jedzenie, hotel i do spania.

Dzień drugi. Czas na zawody. Każda z drużyn dostała peagery, które okazały się bardzo przydatne. Mogliśmy śmigać sobie po hali i kiedy była nasza kolejność przy danej konkurencji, to małe urządzenie dzwoniło i od razu wiedzieliśmy, że czas na nas. Odebraliśmy nasze repliki i mieliśmy znów całe 3 minuty na ustawienie ich. W końcu przyszedł czas na „MET 5x5”. Zrobiliśmy co trzeba, jednak czas nas nie zadowolił. Później „Humvee sniper”, też mogłoby być nieco lepiej i na końcu „Search and destroy”, to akurat wyszło całkiem zadowalająco.  Dodatkowo po raz pierwszy w życiu mogliśmy obejrzeć oraz przebiec przez „CQB”. To też wyszło nam to całkiem nieźle. 

Wieczorem zostaliśmy przewiezieni na bankiet, gdzie siedzieliśmy z ekipą WMASG oraz teamem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bonnie i jej koleżanką. Był to czas na podsumowanie tego dnia oraz integrację z innymi uczestnikami zawodów. Zajęliśmy 10 miejsce na 30 drużyn z 25 krajów. Konkurowaliśmy z Chile, Taiwanem, Brazylią, Japonią, Stanami Zjednoczonymi, Niemcami, Argentyną, Hiszpanią, Z.E.A., Francją, Kanadą, Szwajcarią, Holandią, Kolumbią, Nową Zelandią, Filipinami, Polinezją Francuską, Rumunią, Finlandią, Meksykiem, Boliwią, Paragwajem, Anglią i teamem z Hong Kongu. Na MET 5x5 mieliśmy 4 miejsce, więc treningi jednak dużo nam pomogły.

Dzień trzeci. Dzień finałów, do których przeszły wszystkie ekipy. Wszystko wyglądało jak dzień wcześniej. Odebraliśmy repliki, przestrzelaliśmy (3 minuty), poszliśmy na „MET 5x5”, „Humvee sniper”, „Search and destroy” i „CQB”. Podsumowując poprawiliśmy się o kilkanaście sekund niż dzień wcześniej, jednak zajęliśmy 14 miejsce. Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy. Na systemie „MET” byliśmy na szóstym miejscu, co nas zdecydowanie zadowoliło. Mieliśmy okazję porozmawiać z innymi ekipami, którzy zajęli lepsze czasy od nas i dowiedzieliśmy się, że większość miała systemy do ćwiczeń, nie tylko „MET 5x5”, ale także „CQB”, „Humvee sniper” i „Search and destroy”. Było widać, że są dobrze obeznani na tych steagach. Zwyciężyła drużyna z Chile, jednak nie chłopaki rekonstruujący GROM, tylko Team B. Drugie miejsce zajęli Tajwańczycy, a trzecie Team z Hong Kongu.

Podsumowując całe zawody, możemy powiedzieć, że były po prostu świetne. Rywalizacja między zawodnikami stała na ostatnim miejscu. Najważniejsze było: poznać nowych ludzi oraz dobrze się bawić. Najczęstszymi słowami, jakie słyszeliśmy na zawodach było: „Good luck” oraz „Good job”. Po każdym steagu każdy bił sobie brawo. Klimat zawodów był po prostu fantastyczny. Całe to wydarzenie dało nam możliwość zobaczenia airsoftu z całkiem innej strony. Na co dzień mamy do czynienia z airsoftem w którym strzelamy między sobą, tutaj strzelaliśmy do sensorów powietrznych i nie było możliwości występowania „terminatorów”. Warto było przejechać pół świata aby zobaczyć i spróbować coś takiego, a także poznać lokalne jedzenie, klimat i przy okazji trochę pozwiedzać.

Korzystając z okazji chcielibyśmy podziękować wszystkim, którzy trzymali za nich kciuki, a także sponsorom oraz partnerom: firmom Gunfire, Soprano, Dofama Thies, Siwka, Contender, Kamdżordżia oraz patronom medialnym: wmasg.pl praz rti24.pl. Specjalne podziękowania dla innych członków kamiennogórskiej grupy airsoftowej AKS VIS.