Trwa wczytywanie...

AEGIS V (Unplugged)

18.06.2018 Autor: vim Komentarze: 5
Autor:
vim
Fizyk. W ASG od 13 lat.

AEGIS V (Unplugged) był imprezą, która odbyła się w maju w mazurskich lasach. Ponad 200 graczy zmierzyło się nie tylko z przeciwnikiem, ale także jeziorem i ulewami.

WSTĘP

AEGIS V (Unplugged) jest kolejną imprezą z cyklu zlotów organizowanych przez Legion Pretorians. Jak łatwo, zauważyć jest piątą z tego cyklu. AEGIS Unplugged jest kombinacją wielu typów imprez: są tu elementy milsimów, survivalu (lekkiego) oraz zwykłego strzelania nastawionego na zadania. Ta edycja tej imprezy odbyła się w dniach 25-27 maja na terenach byłego poligonu koło Ostródy. Gra trwała 48h. Ważnym i wyróżniającym elementem zlotu było jezioro, przedzielające w poprzek pole gry.


ZAŁOŻENIA GRY I INFORMACJE WSTĘPNE

Organizatorzy gry, wspomniana już grupa Legion Pretorians, jest ekipą wywodzącą się z paintballa, w którym zaczynali grę w 2002.  Parę lat temu, przeszli także do ASG. Słynęli z organizowania dużych gier paintballowych - Saltusów, których zorganizowali 20 edycji. Wielu uczestników AEGISa, to właśnie weterani tamtych imprez.

Termin “Unplugged” oznacza, iż o ile latarki są dozwolone, to zakazana jest optoelektronika - czyli przede wszystkim noktowizja i termowizja, ale także (co zostało doprecyzowane przez organizatora) kolimatory, lasery oraz podświetlenia lunet. Jako iż obecnie trudno już dostać dobrą lunetę ASG bez podświetlenia, spowodowało to lekkie podenerwowanie u snajperów, ale ostatecznie dopuszczone takie lunety bez baterii. Zakazano także używania tzw. lokalizatorów GPS, acz same GPS (czy to w urządzeniach czy w komórkach) były dozwolone. Nie można było też używać komórek do komunikacji.

Co do innych zasad, magazynki były ładowane po 1,5 wartości palnego odpowiednika, były uproszczone zasady trafień (dostałeś w korpus lub w głowę - giniesz, gdzie indziej możesz być opatrzonym). Takie zasady wskazywałyby na milsim lub raczej semimilsim, ale z drugiej strony były godzinne respy, a ranni sami mogli się opatrywać. Po zabiciu, można było przeszukiwać (wraz z zabieraniem rzeczy in-game), ale w związku z krótkim okresem czasu (5 min.) nie było to zbyt szeroko używane. Tak, samo nie słyszałem o żadnym przypadku użycia zasad dotyczących brania jeńców, ale oczywiście mogło to się zdarzyć. Jak widać, trudno umiejscowić AEGISa na skali milsim-semimilsim-strzelanka. Jak bym osobiście miał oceniać, to umiejscowił bym go pośrodku pomiędzy strzelanką a semimilsimem, ale jest całkowicie zrozumiałe, jeśli ktoś chce go chce umiejscowić na innym miejscu w tej skali.

Tym, co wprowadzało lekkie elementu survivalu, to fakt, iż nie można było wcześniej zanieść rzeczy na HQ (pełniące funkcję pola namiotowego) oraz iż powrót na parking do samochodu, skutkował wykluczeniem z dalszej gry. Innymi słowy, można było użyć tylko to co wniosło się w pole w gry w chwili rozpoczęcia. Zasada ta, wywołała sporo kontrowersji ze względu, iż orgowie zapomnieli ją wystarczająco wcześnie ogłosić - ta cześć graczy, która jechała na AEGIS po raz pierwszy dowiedziała się o tym na półtora tygodnia przed samym zlotem. Gdy zwrócili na to uwagę, iż takie informacje powinny być podawane odpowiednio wcześniej (bo powinny - mają one spory wpływ jak przygotowywać się do zlotu), zostali zaatakowani (delikatnie rzecz ujmując) przez część weteranów. Sami organizatorzy przyznali, iż tym razem o tym nie poinformowali i zaproponowali “kompromis” (zawiezienie do HQ replik zapasowych i narzędzi do naprawy replik). 

W praktyce, w momencie, gdy można było wtoczyć przyczepkę na pole gry (co moja grupa zrobiła), elementy survivalu miały mocno zmniejszony wpływ na grę. W teorii, zgodnie z literą regulaminów (acz na pewno nie z ich duchem) było też zamówienie 10 pizz (niestety, żadnej hawajskiej) przez jeden z plutonów. Piszący tą relację ma wrażenie, że efektem takich działań było po prostu to, iż główna gra zaczęła się 3 godziny później, bo pierwsze zostały poświęcone na dotarcie do obozu i rozłożenie namiotów.


Piraci

Sam scenariusz zakładał, starcie dwóch głównych stron (po około 130 graczy) - Nazewu i Bałucji - oraz 2 mniejszych stron (po około 10 osób): piratów oraz Doktora Coli i jego obstawy. Piraci mieli za zadanie przeszkadzać graczom, zaś Doktor był źródłem licznych zadań dodatkowych. Co do samych zadań, to można je podzielić na dwa typy. Z jednej strony, głównie po południowej stronie jeziora, dużo było typowych zadań ASG - utrzymywania punktów, niszczenia wrogich punktów, o określonych godzinach podejmowanie paczek z punktów. Te zadania miały głównie charakter wsparcia logistycznego - punktami do utrzymania było lądowisko “helikoptera” i port służące do przerzucania ludzi na drugą stronę jeziora, “paczki” aka baniaki z “ropą” z kolei służyły jako zapłata za to przerzucanie. Na północy było z kolei więcej zadań fabularnych: spotkania Doktora w strojach OP-1, lądowanie drona, zdobycie wirusa, itd. 

Co do jeziora, to moja grupa na początku miała szczerą nadzieję na walki niszczycieli. W praktyce jednak - z powodów bezpieczeństwa - jezioro zostało sprowadzone do przeszkody wodnej, którą należało pokonać - czy to samochodem (na południu trzeba było kontrolować lądowisko) czy to łodzią (potrzebna była kontrola portu). Wszelkie walki na wodzie zostały zabronione - szkoda, ale decyzja zrozumiała i rozsądna. Ryzyko wypadku nie było małe.

Łódki używane podczas gry

 

PIĄTEK PRZED GRĄ

Przybyłem na miejsce rozgrywki na 3h przed rozpoczęciem (czyli o 9). Sama rejestracja, była jedną z szybszych jakie widziałem - głównie dlatego, iż rejestrowano, się nie tyle indywidualnie, ale jako grupa. Wg. orgów w grze wzięło udział około 250 graczy. Ciekawą opcją było fakt, iż jeśli ktoś nie miał pomarańczowej kamizelki, to mógł taką dostać - naprawdę, tym razem nikt, nie miał żadnej wymówki, jeśli używał złego koloru (acz oczywiście znaleźli się tacy).

Przygotowania do chrona i rejestracji


Każdy gracz, powinien przejść przez chrono. I tu pojawiły się schody. Chrono używane przez organizatora potrafiło dawać dziwne odczyty - koledze, który miał 560 fps (sprawdzone zaraz na dwóch innych chronografach, w tym drugim organizatora), pokazało 650 fps. Paru innym kolegom, wyniki z kolei zostały zaniżone. Z drugiej strony, gdyby nie interwencja kolegi, orgowie by dopuścili replikę niezgodną z zasadami (blokada auto, dla replik snajperskich). O 11 odbył się apel, na którym orgowie około 150 graczom omówili zasady gry (wliczając te związane łódkami) oraz prosili by ludzie byli mili do siebie nawzajem:).

Dalej znajduje się opis rozgrywki. Jako, iż moja grupa walczyła po stronie Bałucji, to oczywiście, ta relacja będzie pisana głównie z punktu widzenia tej strony. Znacznie lepiej się orientuje w tym, co robiła Bałucja. Nawet jednak dla Bałucji nie wiem wszystkiego - mogą się więc tu pojawić pewne błędy, za które z góry przepraszam. W opisie działań, będzie też pojawiały się nazwy plutonów Bałucji - na końcu podam jakie grupy wchodziły w skład poszczególnych plutonów.


OGÓLNE UWAGI O ROZGRYWCE

-Tu niżej znajdzie się sporo negatywów, gniewów etc. Nie zmienia to faktu, iż cała impreza była bardzo udana i wszyscy z mojej grupy wrócili z dużymi bananami na ustach. Ku naszemu zaskoczeniu AEGIS wydawał nam się wtedy więcej niż wart pojechania. Orgowie (których nie było mało), naprawdę włożyli dużo zapału by gra się odbyła i się podobała. Dużo zadań, sporo świetnych kontaktów, sporo możliwości do świetnych akcji w dzień i w nocy, okazja do biwakowania z kumplami, kilkadziesiąt kilometrów zrobionych - czego chcieć więcej?

-Jedną z rzeczy, na którą orgowie nie mieli wpływu była pogoda. A pogoda dała wszystkim w kość. Deszcze, czy wręcz burze miały olbrzymi wpływ na rozgrywkę i jak się ona odbyła - w szczególności burza z piątkowego popołudnia a także burza z sobotniej nocy. Opady były tak intensywne, że nawet Ci co przygotowywali się na deszczową pogodę mieli problemy. Jagody, które znajdowały się w HQ Bałucji potrafiły sprawić, iż po przejściu 50 metrów przemakały dobre buty, impregnowane tuż przed wyjazdem. W praktyce gra w sobotnią noc zamarła.

-Teren gry to było około 17 kilometrów kwadratowych. Jak łatwo się domyślić, oznacza to iż zdecydowana większość graczy zrobiła po kilkadziesiąt kilometrów, a większość kontaktów odbywała się w okolicach punktów. 

-Kolejna kwestią, którą tu należy poruszyć są tzw. dezercję -czyli opuszczenie gry przed zakończeniem. Choć zdarzają się na każdym zlocie i zawsze mniej ludzi gra na koniec, niż na początek (byłem na manewrach, gdzie cała strona zdezerterowała:)) i choć byłem na imprezach, na których ten problem był poważniejszy, to nie da się ukryć, iż ten problem był i był on istotny. Pod tym względem, posadziłbym AEGIS na podium. Powody wcześniejszego zakończenia gry były różne - wielu kończyło z powodu złego przygotowania do gry czy też wyczerpania fizycznego i psychicznego. Zdarzały się też jednak rezygnację z powodu frustracji na działania orgów i dowództwa - choćby z powodu sytuacji związanej z taśmami na FOB. 

- A skoro o tych taśmach już mowa - parę razy zdarzyły się sytuację, gdy kwestię techniczne przysłaniały dobrą zabawę. Dobrym przykładem są właśnie te taśmy, które miały służyć do oznaczenia offgame na północy. W teorii drużyna zaczynający grę na północy, powinna ją dostać na samym początku. W praktyce tak się nie stało i przez 12h gracze zajmowali się kwestią pomniejszą, czyli próbowali ustalić, gdzie jest i zanieść ją na miejsce

- W teorii orgowie mieli ciekawy pomysł z konkursem na króla strzelców, który powiązali ze zdobywaniem żetonów, zbieranych od trupów. W praktyce, wyszło to problematycznie - nie tylko nie został on rozstrzygnięty, ale także doprowadził do olbrzymiej liczby sprzeczek i kłótni - o czas jaki każdy musiał pozostawać na miejscu, oraz fakt iż ludzie zapominali pobrać nowych żetonów.


-A skoro o sprzeczkach mowa, to relacja z imprezy nie byłaby pełna bez stwierdzenia, iż tych było wyjątkowo dużo. Na polu bitwy, oskarżenia o oszustwa latały w obie strony wyjątkowo rzęsiście.

-Opis żadnego zlotu, nie byłby naprawdę pełny bez opisu, jednej z ważniejszej rzeczy wpływającej na odbiór gry - czyli dowodzenia. W przypadku AEGISa dotyczy to dwóch głównych stron, czyli Bałucji i Nazewu. W obu przypadkach dowodzili gracze, którzy samodzielnie się zgłosili. W Bałucji był to Magnes i Burdel, a w przypadku Nazewu Magnus i Skóra. Szczerze mogę powiedzieć, iż w Bałucji dowództwo wyszło dobrze. Cała otoczka potrzebna do milsimów - struktura oddziałów, komunikacja, zmienianie kanałów, szyfrowanie, mapa, fałszywa mapa etc. - były i w miarę dobrze funkcjonowały. Jeśli miałbym mieć do czegoś obiekcje, to do faktu, iż kodowanie i kwestie związane z radiem zostały ustalone na ledwo 2 dni przed grą oraz do faktu, iż często dochodziło do sytuacji, gdzie dowództwo co chwila zmieniało rozkazy. I tak gdy w piątkową noc wyszliśmy z HQ by zniszczyć wrogi port, to w przeciągu 20 minut rozkazy zmieniały nam się trzykrotnie - najpierw zmieniono nam rozkaz na odbicie naszego portu, wraz z oddziałem Baron, potem zmieniono, iż Baron sam odbije port a my znów mamy zniszczyć wrogi, po czym na końcu stanęło, iż najpierw odbijamy nasz port z Baronem i Leonardem, a potem udajemy się do wrogiego portu. By nie było, sytuacja w polu była wtedy ciągle taka sama. W przypadku Nazewu, z licznych źródeł wynikało, iż sytuacja nie była tak różowa i wiele osób nie było zadowolonych z sytuacji po tamtej stronie


GRA


PIĄTEK DZIEŃ

Gra rozpoczęła się o 12. Plan działania naszej strony na początek był prosty - pojedyncza drużyna na północy rozpoznawała teren i budowała FOB, parę drużyn wykonywało zadania po południowej stronie w rodzaju zabezpieczenia pola nr 2 oraz portu. Zdecydowana jednak większość sił udawała się do HQ i budowała tam bazę. Wiele wskazuje na to, iż Nazew obrał podobną taktykę

Nasza grupa dostała rozkaz zabezpieczenie pola nr 2. W praktyce większość osób od nas udała się do obozu wraz z przyczepką, ale mały oddział udał się po paliwo. Punkt udało się odnaleźć - niestety, paliwo miało się dopiero pojawić o 18. Spisaliśmy więc godziny pojawiania się paliw, a także dokładne współrzędne punktu (co okazało się później ważne) i przeczekawszy burze w altanie na punkcie udaliśmy się do bazy. 

W międzyczasie baza została rozłożona i więcej drużyn zaczęło wyruszać do różnych zadań. I tak doszło do pierwszego większego starcia na polu naftowym nr 1, gdzie nieprzyjaciel zaatakował na pole naftowe, by zostać odepchniętym przez pluton Anioł, który nadszedł w tym czasie z HQ - Nazew przejęła w tym czasie jednak baryłki ropy.

Zanim, te starcie zostały rozstrzygnięte na pole nr 1 wysłano moją grupę wzmocnioną przez oddział z Leonarda. Oryginalnie, rozkaz brzmiał by ponownie odbić pole, ale gdy raport z starcia dotarł do HQ, zostało to zmienione, by udać się tam i z tamtejszymi oddziałami skoordynować “zdobycia o 18:00 jak największej liczby baryłek ropy z pól nr 1, 3 i być może 2”.

Na miejscu, Anioł przekazał nam, iż dadzą radę z beczkami z pola nr 1, Leonard połączył się tu z wykonującym zadanie z portem Baronem, a my dostaliśmy rozkaz udania się na pole nr 2. Po drodze do tego pola mieliśmy 2 kontakty (oba zwycięskie, acz w drugim przypadku było to pyrrusowe zwycięstwo), przez co przybyliśmy na punkt 20 minut po 18. Na szczęście, przeciwnik, który był na miejscu nie zabrał beczki, tylko się okopał. Odrzuciliśmy przeciwnika zadając mu spore straty (ale nie rozbiliśmy) po czym wycofaliśmy się do HQ wraz z beczką ropy.

W tym czasie podobnie zrobił Anioł. Oddział Barona, który miał za zadanie odminować port nie zmieścił się w oknie czasowym, przez co nie dostaliśmy za to punktów. Na północy z kolei, Maria miała problemy z założeniem FOBA, gdyż nie miała potrzebnej do tego taśmy. Bez stroi OP nie mogła też robić zadań związanych z Doktorem

Nazew z kolei założył port przed limitem czasu, także FOB na północy, a przede wszystkim zdobył więcej baryłek z ropą. Innymi słowy, to Nazew wyszedł na prowadzenie.

PIĄTKOWA NOC

Sobotnia noc była czasem, gdzie Nazew miał wykonać swoje najbardziej punktowane zadanie - zabezpieczenia lądowiska i doprowadzenie swojego naukowca (który miał wylądować na lądowisku) do bazy. Zadanie było warte dla nich 550 punktów, a jeśli udałoby nam się im przeszkodzić, to my mogliśmy dostać 200pkt. Dla porównania, zadania, które można dostać od Doktora były warte po 50pkt, baryłka ropy czy zniszczenie lądowiska było warte 10pkt. Innymi słowy zadania związane z naukowcem, były oceniane względem innej skali i były decydujące dla wyniku

Z tego powodu nasze dowództwo podjęło szereg działań, by Nazew nie wykonał zadania. Wysłali na północ dodatkowe oddziały (m.in pluton Anioł, mający duże doświadczenie w walkach w nocy), które miały za zadanie znaleźć i zniszczyć wrogie lądowisko. Nam z kolei przydzielono zadanie, by zniszczyć wrogi port i lądowisko helikoptera - i w ten sposób uniemożliwić dostarczenie naukowca na południe, nawet jeśli zdoła on wylądować.

Gdy wyruszyliśmy, dołączono do nas jeszcze drużynę z plutonu Baron, która miała inne zadanie. Po drodze, zadanie zmieniało się nam kilka razy, ale ostatecznie dostaliśmy dodatkowe zadanie by wraz z Baronem i drużyną z Leonarda odbić nasz port. Po zrobieniu tego, drużyna z Barona dostała inne zadanie, a drużyna z Leonarda udała się na zasłużony odpoczynek. My zaś udaliśmy się w stronę, gdzie miał się znajdować wrogi port. I przez następne 2h próbowaliśmy w tamtejszych chaszczach i bagnach go odnaleźć. Gdy to się nie udało, zniszczyliśmy wrogie lądowisko helikoptera, zabraliśmy ropę z pola naftowego i odnaleźliśmy wzór chemiczny do jednego z zadań z Doktorem.

W tym czasie, Anioł odnalazł i zlikwidował w szybkim uderzeniu wrogi FOB. Jak się, okazało po grze, przeciwnik nie podjął próby wykonania zadania z lądowiskiem, być może właśnie z powodu zniszczenia FOBu. Maria dostała w końcu taśmę do założenia FOBA ( co zrobiła nad ranem z przyczyn taktycznych), a pluton Orzeł nawiązał kontakt z Doktorem i otrzymał od niego zadania. Baron na południu wędrował w celu wykonania tego zadania (a także zdobycia ropy). 

Nie jestem pewny co w tym czasie robił Nazew, ale na pewno był mniej aktywny, przez co ta noc należała do Bałucji.


SOBOTA DZIEŃ

Poranek przywitał Bałucję w ten sposób, iż Nazew przejął nasze lądowisko - i tak nad samym ranem było ono odbijane przez m.in. pluton Anioł. Poza tym, dowództwo postawiło na wykonywanie zadań od Doktora z jednej strony, z drugiej na przygotowanie do nocy, gdzie tym razem my mieliśmy mieć zadanie z lądowaniem naukowca. I tak na drugą stronę jeziora znów przerzucono spore siły - na północ działały ponad 3 plutony. Także, dowódca musiał się udać na północną stronę by dokończyć tam zadanie dla Doktora. 

Dużo też się działo z piratami - przyblokowali oni desant Anioła, by uzyskać porozumienie o nieagresji z nami. Uzyskali je, ale nim udało się nadać informację o tym do wszystkich grup, Maria (która z powodu odległości miała problemy z komunikacją) rozbiła piratów, a co za tym idzie unieważniła pakt. 

Z kolei Nazew, choć też podjął się robienia zadań dla Doktora, bardzo agresywnie grał na południowej stronie, mocno atakując nasze lądowisko i port. Także więcej razy bywał na polach naftowych. Bałucja, też podjęła próbę ataku - pluton Leonard zdobył port. Niestety, zapomnieli się oni wpisać, przez co nie zostało to zaliczone przez orgów.

Moja grupa, poza jednym marszem po baryłki ropy (w sumie 3) z pola nr 2, spędziła dzień na odbijaniu lądowiska (raz o 10 i raz o 16) i portu. Ten ostatni został zdobyty przez Nazew, w wyniku sporej ofensywy koło godziny 18. 

Choć trudno oszacować dokładnie, ile punktów obie strony zdobyły, Nazew skutecznie paraliżował działania Bałucji na południu.


SOBOTNIA NOC

Tym razem to nasza strona miała zadanie z naukowcem. I dowództwo podeszło do niego na poważnie - już w sobotnie popołudnie przerzuciło siły na północ, do obsadzenia lądowiska. Pluton był do tego został wybrany już na tydzień przed imprezą, by mógł się przygotować. W HQ, to nawet ci bardziej styrani działaniami, zgłaszali się, iż w razie czego to mogą iść do obrony lądowiska helikoptera. 

Potem runął deszcz. Ulewa skutecznie na kilka godzin ograniczyła działania. Na północy Bałucja podjęła próbę zrobienia zadania z naukowcem, ale w związku z losowymi przypadkami, 2 ludzi znających procedurę było nieobecnych na lądowisku. W związku z tym, zadanie zostało wykonane tylko częściowo i tylko część punktów poszła na konto Bałucji.  Na południu działo się jeszcze mniej. 


To powiedziawszy, znalazło się 3 graczy z mojej grupy, którzy po północy z bronią krótką wyszli w pole w deszcz. Zamysł był prosty: przy takim deszczu wszyscy się pochowali, a co za tym idzie ta trójka mogła działać nie niepokojona. Przynieśli sporo ropy, zniszczyli wrogi port i lądowisko - w 3 wykonując działania, które dowództwo przeznaczyło dla ponad 30 ludzi na 4 nad ranem

Niezależnie od wszystkiego, tak samo jak poprzednia i ta noc należała do Bałucji.


NIEDZIELA

Na koniec obie strony dostały dwa duże zadania - zdobycie Wirusa oraz zdobycie i podłożenie bomby atomowej, która wybuchała równo o 12. Oba zadania mocno punktowane. By zapobiec zniszczeniu naszego lądowiska, dowództwo oddelegowało spore siły do niego - m.in moją grupę i Anioła. Nim zaczęliśmy je bronić, musieliśmy je odbić - co też zrobiliśmy.

Bombę przejął Nazew, więc szykowaliśmy się na jeszcze większe uderzenie. W obronie były co najmniej 3 plutony - co na tym etapie, przekładało na około 50 ludzi. Kiedy przyszło oczekiwane uderzenie wroga, to okazało się ono lekkim rozczarowaniem, bo Nazew rzucił około 5 ludzi na naszą obronę - jak łatwo się domyślić zostali rozbici.

Co do wirusa, to przejął go oddział z Leonarda (wspartego m.in. przez  jednego gracza z mojej grupy). Do wirusa przyczepiony był lokalizator GPS, co za tym idzie musieli oni szybko uciekać. Zdołali dostać się do łódki, dosłownie na parę chwil nim na brzegu pojawili się przeciwnicy. Niestety, desant na drugim został opóźniony przez łódkę cywili offgame, co dało czas piratom i Nazewowi przygotować się do przejęcia wirusa. Ostatecznie, przejęli go piraci.

Ordre de Bataille Bałucji

Pluton ORZEŁ - Grupy: OSA - GOCI/LEGION T/FOREST HUNTERS/COBRA - 20 graczy

Pluton ANIOŁ  - Grupy: Sniezna Pantera/SGR/Podpalacze Mostów - 24 graczy

Pluton MARIA - Grupy: Spezial Gruppe 3/BDSM69/Straszydło/MAG - 26 graczy

Pluton BARON - Grupy: GBS/Czarny Kot/PSF/SRU - 29 graczy

Pluton LEONARD - Grupy: Legion Chotomów/Zen Fighters - 19

Pluton FILOZOF - Grupy: ASG-Olsztyn i w teorii BRT- 15 (pluton piszącego tą relację)

Łącznie: 133 graczy


Ordre de Bataille Nazewu

MSORT Alpha Detachment
NAMS
Monolit
Expendables
P4F (Złota Odznaka)
OTW2 (Złota Odznaka)
2nd CEB (Złota Odznaka)
COLT (Złota Odznaka)
Blackfield
M.A.G
SMOG
SFORA
Łowcy Jeleni
TF5
Banda
SNOWN
Furio
M.A.T. Łódź (Złota Odznaka)


WYNIKI

I tak gra się skończyła. Obie strony wybrały różny styl gry. Wg. nieoficjalnych wyników (i nie końcowych, bo strony miały jeszcze do nich zgłaszać poprawki) Nazew miał sporą przewagę (prawie dwukrotną)  jeśli chodzi o liczbę zdobytych baryłek z ropą. Także miał więcej punktów za niszczenie portów, lądowiska helikoptera oraz FOBów - ale tutaj ta przewaga nie była zbyt wielka, by być decydująca.

 Z kolei Bałucja miała przewagę w ilości zdobytych żetonów na przeciwniku, ale przede wszystkim posiadała ogromną liczbę punktów za zadanie związane z lądowaniami naukowców - Nazew tu miał zero. Za pozostałe zadania obie strony miały mniej więcej tyle samo punktów.


Dlaczego podaje tu nieoficjalne wyniki gry? Orgowie w oficjalnych wynikach gry, nie podali punktacji, a zamiast tego zdyskwalifikowali obie strony za ciężkie naruszenie zasad życia w lesie. Decyzja wysyłająca mocny sygnał, iż orgom wiele rzeczy się nie podobało.  Swoje stanowisko argumentowali przede wszystkim dwoma kwestiami: rozpalaniem ognisk w lesie oraz śmieceniem.

Orgowie natrafili na 3 ogniska w lesie - w 2 przypadkach byli w stanie ustalić winnych i ukarali odpowiednie ekipy. Co ciekawe, albo raczej dołujące, jedna z ukaranych ekip rozpaliła drugie ognisko, już po tym jak dostała pierwsze ostrzeżenie. I tak za rozpalenie pojedynczego ogniska ekipa SGR dostała bana na jedną edycję, a za rozpalenie 2 ognisk, ekipa SNOW dostała bana na 2 edycję.

Ponadto, orgowie stwierdzili, iż na obu FOBach (by być całkowicie neutralnym muszę dodać, iż ekipy z naszego FOBA twierdzą, iż został on wysprzątany po zakończeniu gry), a także na polach z ropą znaleźli sporą liczbę śmieci - podczas gry zamiast wymieniać pojemniki na polach z ropą,to wynosili śmiecie. Jako iż nie mogli znaleźć jednej konkretnej drużyny (a raczej konkretnych, bo to pewnie nie jedna grupa chodziła i śmieciła po wszystkich punktach), to postanowili ukarać zbiorowo i zdyskwalifikować wszystkich.



Jak łatwo się domyślić taki wynik gry wzbudził spore kontrowersje. Z jednej strony wiele osób go poparło (publicznie), z drugiej strony też wiele osób wyrażało rozgoryczenie takim rozstrzygnięciem (głównie w wiadomościach prywatnych).

Piszący te relacje, ma mocno mieszane odczucia. Z jednej strony rozumie organizatorów - podkreślają, iż śmiecenie nie jest i nigdy nie będzie akceptowane. Organizując wiele lokalnych gier, sam niejednokrotnie odczuwałem frustracje, iż niektórzy są tak zmęczeni, iż opakowania po kulkach nie są w stanie zabrać.

Z drugiej jednak strony ukarani nie zostali ci co śmiecili, ale wszyscy - także takie drużyny, które w HQ wysprzątali obozowisko nie tylko po sobie, ale i po sąsiadach. Przekaz, jaki usłyszały od orgów jest jasny - nie ważne że sprzątaliście nie tylko swoje śmiecie, i tak jesteście śmieciarzami.

Brak podsumowania zadań ze strony orgów sprawia, iż cały zlot wydaje się nie zamknięty. Tych informacji naprawdę zabrakło. 

PODSUMOWANIE

Zlot AEGIS V (Unplugged) był zlotem, wobec którego trudno pozostać obojętnym. Z jednej strony, bardzo dobra i wymagająca rozgrywka, z drugiej strony niejasności regulaminowe przed nią i kontrowersyjny wynik po rozgrywce. Orgowie, naprawdę dużo zrobili, by ich rozgrywka się wyróżniała:)

Osobiście, za dobry wyznacznik oceny rozgrywki uznaję pytanie, czy pojadę na następną edycję. W mojej grupie tuż po zakończeniu rozrywki, pojawiłby się chór głosów na tak. Mam jednak wrażenie, iż po ogłoszeniu decyzji orgów, te głosy mocno przycichły, acz i tak większość jest zainteresowana by pojechać.





Oceń i skomentuj