Trwa wczytywanie...

"... Lepiej wyszkolony niż niejeden żołnierz"

10.07.2018 Autor: J.K Dodał: Felipe7 Komentarze: 12

Chyba każdy z nas na swojej drodze przynajmniej raz usłyszał takie coś - “stary, od 4 lat siedzę w ASG. Jestem lepiej wyszkolony niż niejeden żołnierz”. Takie ociekające niezachwianą pewnością siebie twierdzenia stały się zresztą kanwą popularnego mema, który w tej czy innej postaci odbywa już kolejne okrążenie po sieci.


Wielu młodszych stażem Kolegów zapewne dziwi się teraz,, co jest w tym zabawnego. Przecież “typowy” gracz ASG to skarbnica wiedzy na temat sprzętu i taktyki, nawet nie na tle społeczeństwa jako takiego, co samych żołnierzy, z których wielu wciąż można zauważyć w tragicznym przydziałowym szpeju lub nędznej jakości chińskich kamizelkach.

Ów “przeciętny airsoftowiec” częściej pojawia się również na “poligonie”, gdzie w trudzie i znoju szlifuje współpracę z kolegami ze swojej drużyny. Co jest zatem zabawnego w stwierdzeniu, że “jestem lepiej wyszkolony niż niejeden żołnierz”?



Jak to wygląda w praktyce


Postaram się pokrótce rozwiać Wasze wątpliwości, Szanowni Koledzy (i nie mniej Szanowne Koleżanki). Z pomocą przychodzi popularna ostatnio krzywa Krugera-Dunninga. W skrócie - przedstawia ona zależność istniejącą pomiędzy przekonaniem o swoich wybitnych kompetencjach w zadanej dziedzinie, malejącym wraz ze wzrostem znajomości omawianego tematu.



Na naszym“podwórku” gracz ASG obwieszczający światu swój potencjalnie wyższy poziom wyszkolenia w stosunku części członków SZ RP -eufemistycznie rzecz ujmując - nie do końca zdaje sobie sprawę z głębi omawianego przez siebie zagadnienia.

Jak najbardziej - po kilkuletnich, regularnych wizytach na weekendowych spotkaniach, okazjonalnych wyjazdach na zloty i sumiennie “odhaczanych” treningach swojej ekipy, gracz ten może poszczycić się pewnym “obyciem taktycznym”, przyzwoitą współpracą na poziomie drużyny i jako-taką kondycją oraz podstawową wiedzą co do tego, jak skonfigurować sprzęt. Przyjmijmy, że to pewna dominanta umiejętności w środowisku ASG. Załóżmy też, że mamy do czynienia z zapaleńcem, który pojawił się również na jakichś mil-simach, czytuje fora i portale branżowe, a do tego ma na koncie parę nocnych bytowań w lesie.    



Jeżeli jesteście w stanie wyobrazić sobie takiego oto osobnika, to teraz pora na pytanie - na ile można porównać wyszkolenie takiego Typowego Reprezentanta Środowiska ASG z wyszkoleniem wojskowego kierowcy (KTO/ciężarówki/BWP…), radiooperatora, działonowego czołgu, sapera, obsługi moździerza, czy nawet celowniczego KM? A logistyka, sanitariusza, czy analityka?

Pewnie myślicie, że się wyzłośliwiam. No cóż, nie powiem, żebyście tkwili w błędzie, ale chodzi o uzmysłowienie Wam pewnego faktu - nawet zwykły pluton piechoty zmechanizowanej to o wiele bardziej skomplikowany twór niż jakakolwiek - nawet najlepsza - ekipa ASG kiedykolwiek była, jest i prawdopodobnie będzie.



Z ręką na sercu


Koledzy twierdzący, że są “lepiej wyszkoleni niż niejeden żołnierz” - powiedzcie proszę uczciwie, czy na serio uważacie, że z marszu bylibyście w stanie dołączyć do wojsk desantowo-szturmowych, rozpoznawczych, czy nawet zmechanizowanych i poradzilibyście sobie lepiej niż służący w nich żołnierze? Że nie wspomnę o wojskach specjalnych, do których tak wielu z nas aspiruje swoim zachowaniem czy stylizacją. Obawiam się, że jedynymi, z którymi większość nas może się porównywać pod kątem jakości wyszkolenia są elewi na szkoleniu unitarnym.

Zresztą weźmy “na tapetę” chociażby przygotowanie fizyczne. Ilu z Was jest w stanie zdać testy sprawnościowe dla pododdziałów bojowych, czy chociażby zespołów estradowych na 5? Tabela TUTAJ.

Za szkoleniem żołnierza, nawet o tak podstawowej specjalizacji jak ogólnowojskowy “zwierzak ze zmechu” stoją zasoby całego państwa. Cywil z własnej kieszeni musiałby zainwestować niebotyczne środki i masę czasu, żeby z czystym sumieniem móc powiedzieć, że jest lepiej wyszkolony niż “niejeden żołnierz”. Pomijam już fakt tego, że wielu ludzi głoszących takie twierdzenia z broni palnej strzelało co najwyżej kilka razy na strzelnicy i na pewno nie robiło tego ani dynamicznie, ani zespołowo.



Jestem przekonany, że gdyby znakomitej większości ekip ASG dumnie głoszących tezy o swojej wyższości nad żołnierzami wręczyć prawdziwą broń wraz z zapasem bojowej amunicji, a następnie “na żywca” wrzucić ich do kill-house’a celem “posprzątania”, to dylemat o ich przewadze nad wojskiem zawodowym szybko rozwiązałby się w myśl stalinowskiego aksjomatu “nie ma człowieka - nie ma problemu”.

Tam przebieganie przed gotowym do strzału kolegą, celowanie nad głowami innych i przypadkowe omiatanie lufą czyichś pleców (a to tylko niektóre “wtopy” widziane nagminnie podczas naszych spotkań) nie kończy się w najgorszym razie nużącą wycieczką do respa. Można raczej liczyć na pasjonującą wyprawę po wojskowych sądach i szpitalach.



Dysonans poznawczy


Część z Was zapewne pomyśli sobie “no dobra, ale jakiś czas temu strzelaliśmy się z żołnierzami i dostali solidne baty. Czego to dowodzi?”. Ano dowodzi tego, że jesteście lepsi. Lepsi w ASG. Wojna to sport zespołowy, a nie rycerska potyczka w wyrównanych składach. Na jednego faceta “w linii” pracuje czterech, pięciu, a czasami i więcej ludzi na zapleczu. A kto stoi za Wami?

Walka rzadko kiedy polega na hasaniu po krzakach w odległości 50 metrów od siebie. Poza tym większość osłon, z których korzystamy podczas gier nijak ma się do prawdziwego pola bitwy. Grając w airsoft możesz sobie siedzieć w gęstych krzakach czy za ścianą z pustaków i śmiać się z przeciwnika, bo nie daje rady się wstrzelić w Twoją pozycję. W realnej sytuacji skończyłbyś po minucie jako mięso mielone przygwożdżone ogniem karabinów, granatników, czy innych moździerzy.

Żołnierze nie trenują ganiania po lesie za partyzantami i tego rodzaju starć, bo w większości wypadków nie ma to żadnego sensu. Oddział rozpoznania po prostu zerwie kontakt, oznaczy Was na mapie i pójdzie sobie dalej, a “mokrą robotę” zostawi lotnictwu, artylerii czy komukolwiek, kto jest akurat pod ręką. “Zmech” natomiast przejedzie po Was i nawet nie wysiądzie z pojazdów, bo i tak nie będziecie w stanie w żaden sposób im zagrozić. Oczywiście sytuacja w mieście prezentuje się już trochę inaczej, ale jeżeli ktoś liczy, że chowanie się po piwnicach i strychach da mu gigantyczną przewagę nad wojskiem to jest w błędzie. Zwłaszcza jeżeli to konkretne wojsko traktuje liczne ofiary cywilne jako dopuszczalne straty.



Podsumowując, bo trochę się jednak rozpisałem, a miało być krótko.

Masz wiedzę? Znasz się na sprzęcie? Lubisz wojsko? Szkolisz się we własnym zakresie? To znaczy, że masz potencjał, ale nie znaczy jeszcze że jesteś lepiej wyszkolony niż żołnierz. Pójdź do wojska i jeżeli trafisz pod właściwe skrzydła to osiągniesz wiele.

Czy są w Polsce ludzie wyszkoleni lepiej niż wielu żołnierzy? Są, ale nie mówią o tym głośno, bo brzmi to arogancko i po prostu debilnie. ASG zostawili za sobą już dawno, albo traktują je jako relaksującą zabawę i uzupełnienie zainteresowań.



Skąd w ogóle wziął się ten mit lepszego wyszkolenia? Otóż sięga on czasów służby zasadniczej i wtedy faktycznie miał pewne przełożenie na rzeczywistość. Więcej na ten temat przeczytacie np. TUTAJ.

Ale to nie promyk nadziei - żyjemy już w całkiem innej rzeczywistości niż autor tamtego artykułu.


Oceń i skomentuj