Singapur, Malezja oraz Indonezja znane są z bardzo restrykcyjnej polityki w kwestii posiadania broni oraz jej replik. Właściwie wszystko, co zdolne jest wystrzelić pocisk mogący doprowadzić do jakiegokolwiek uszkodzenia ciała - objęte jest prawnym banem obejmującym posiadanie, import i sprzedaż.
W Singapurze, jak do tej pory udało się uzyskać wyłącznie zezwolenie na utworzenie, pod ścisłą kontrolą, kilku klubów IPSC.
W dniu wczorajszym doszło do aresztowania czterech osób, z których jedna posiadała przy sobie replikę airsoftową.
Aresztowany w Singapurze mężczyzna, Yang Ziyi lat 26, jest - według miejscowej policji - zamieszany w działalność kryminalną, w tym dotyczącą rozprowadzania narkotyków. Jednak aresztowano go za posiadanie repliki ASG.
Został zatrzymany przed sklepem sieci 7-11, z powodu "przypuszczalnego" przenoszenia repliki pistoletu. Jak podano - miał przy sobie replikę typu GBB pistoletu Desert Eagle.
Mężczyzna został dziś oskarżony w sądzie, na mocy ustawy o przestępstwach związanych z bronią i grozi mu od 5 do 20 lat więzienia. Kaucję wyznaczono na 60.000 dolarów singapurskich, a wstępna rozprawa ma się odbyć 13 lipca.
Źródło:
Dlaczego ja nie mogę zapalić marihuany, wziąć tego czy owego skoro ja po tym umiem się zachować? Dlaczego mogę raczyć się alkoholem (który, olaboga!, jest bardziej uzależniający od niektórych substancji nielegalnych)? Jeden się napije z kumplami, pośmieją się, pośpiewają i pójdą spać, a inny po dwóch piwach wszczyna rozróbę na pół dyskoteki, w ruch idą kosy, przyjeżdzą policja.
Dlaczego więc nie karać śmiercią (wzorem tejże, wg Ciebie - Ravkill, lepszej od nas Azji) za sprzedaż alkoholu, który nie wydaje mi się jakoś lepszy społecznie od przynajmniej niektórych narkotyków (a piszę to trzymając piwo).
Przecież efekty są podobne. Jeden się uzależni, inny umie to kontrolować. Jeden umie się zachować, a inny nie umie. Jeden wsiądzie pod wpływem za kierownice, a inny nie. Narkotyki niszczą ciało, ale alkohol również. Mówiąc "tego zażywać nie wolno" państwo (władza) mówi "obywatelu! Jesteście debil patentowany i dupa wołowa! MY - zbieranina ludzi pozbawionych wiedzy eksperckiej, a najczęściej także empirycznej - wiemy lepiej" lub "obywatelu! Posmarowali nam za nielegalizowanie".
Zrozumiałbym gdyby chodziło o substancje, które z pewnością spowodują śmierć u kogoś innego, ale takie chyba nie istnieją.
Natomiast myślenie, że nie ma dilerki w krajach, gdzie za dilerkę grozi stryczek jest jak myślenie, że w krajach w których dopuszcza się karę śmierci za morderstwo nie popełnia się morderstw - naiwne.
I mają przepis "No oral sex after anal sex"
Dlaczego ja nie mogę zapalić marihuany, wziąć tego czy owego skoro ja po tym umiem się zachować? Dlaczego mogę raczyć się alkoholem (który, olaboga!, jest bardziej uzależniający od niektórych substancji nielegalnych)? Jeden się napije z kumplami, pośmieją się, pośpiewają i pójdą spać, a inny po dwóch piwach wszczyna rozróbę na pół dyskoteki, w ruch idą kosy, przyjeżdzą policja.
Dlaczego więc nie karać śmiercią (wzorem tejże, wg Ciebie - Ravkill, lepszej od nas Azji) za sprzedaż alkoholu, który nie wydaje mi się jakoś lepszy społecznie od przynajmniej niektórych narkotyków (a piszę to trzymając piwo).
Przecież efekty są podobne. Jeden się uzależni, inny umie to kontrolować. Jeden umie się zachować, a inny nie umie. Jeden wsiądzie pod wpływem za kierownice, a inny nie. Narkotyki niszczą ciało, ale alkohol również. Mówiąc "tego zażywać nie wolno" państwo (władza) mówi "obywatelu! Jesteście debil patentowany i dupa wołowa! MY - zbieranina ludzi pozbawionych wiedzy eksperckiej, a najczęściej także empirycznej - wiemy lepiej" lub "obywatelu! Posmarowali nam za nielegalizowanie".
Zrozumiałbym gdyby chodziło o substancje, które z pewnością spowodują śmierć u kogoś innego, ale takie chyba nie istnieją.
Natomiast myślenie, że nie ma dilerki w krajach, gdzie za dilerkę grozi stryczek jest jak myślenie, że w krajach w których dopuszcza się karę śmierci za morderstwo nie popełnia się morderstw - naiwne.