Wielki Pojedynek: MRE z USA vs. SR z Polski

Wielki Pojedynek: MRE z USA vs. SR z Polski
Czasem najdzie człowieka ochota, żeby rozruszać stare kości i wybrać się do lasu. A tam od niedoboru benzopirenów w powietrzu można solidnie zgłodnieć. I co wtedy?
W tym artykule
STRONA 1: Wielki Pojedynek: MRE z USA vs. SR z Polski

Wielki Pojedynek: MRE z USA vs. SR z Polski

Podczas krótkich wyjść da się w zasadzie obyć bez jedzenia - trochę wody, może jakiś baton i temat posiłków zostaje odhaczony. Jak wypad się przeciągnie, a w domu nie czeka żona czy inna mama z obiadem, to koledzy pewnie dadzą się namówić na burgera czy inną pizzę w drodze powrotnej. Schody zaczynają się natomiast przy wyjściach dłuższych i bardziej forsownych.  Ze środku lasu (prawie) nikt nie będzie leciał po hot-doga i kawę na stację benzynową. 

Niby można iść sobie zawczasu do marketu po batony, jakieś suchary, puszki, orzechy itd, czy zmajstrować sobie kanapki. Wiem, bo sam tak robiłem, ale po pierwsze - jest to wyważanie otwartych drzwi, po drugie - nie zawsze się to opłaca, a po trzecie  - większość konserw to mielonka turystyczna o dość pośledniej proweniencji. Wiem, że nieco sobie zaprzeczę, ale z wizyt w marketach to kupno batonów to akurat wyśmienity pomysł. Zawsze.


Na nasze szczęście, wojsko od zarania dziejów także zmaga się z dylematami żywieniowymi, więc dzisiaj możemy przebierać w produktach będącymi ukoronowaniem kilku tysięcy lat ewolucji polowego kucharzenia. I tu właśnie pojawia się sedno tego tekstu - czyli porównanie dwóch chyba najpopularniejszych racji żywnościowych z podgrzewaczami bezpłomieniowymi. Mowa o polskiej racji żywnościowej SR oraz jej amerykańskim odpowiedniku, czyli słynnej racji MRE. Nie będzie to zwykła recenzja. bo takich w sieci macie już masę. Ten test to bardziej praktyczne podejście do zagadnienia.


MRE

Każda z tych racji wiele mówi o armii, z której się wywodzi.

Takie przemyślenie nasunęło mi się podczas testów. Może wydać się Wam to śmieszne, ale biorąc do ręki taką MRE (czyli Meal-Ready-To-Eat), to od razu widać, że projektowano ją na podstawie doświadczeń wyniesionych z pól walki. Zamiast zestawu plastikowych sztućców - jedna solidna łyżka. Zamiast twardych puszek - miękkie saszetki z tworzywa. Nic nie będzie gnieść i uwierać w kieszeniach. Po prostu raj dla fanatyków liniowości oporządzenia.

Do otwarcia i konsumpcji nie potrzeba noża. W racji nie ma też nic metalowego, więc bez większych obaw można karmić nimi nie tylko swoich żołnierzy, ale też jeńców i zbłąkanych cywilów. Nie ma to dla nas większego znaczenia, ale widać, że ktoś w Pentagonie przemyślał temat. Trochę śmieszą powypisywane tu i ówdzie hasła o tym, że “jedzenie daje Ci energię. Im więcej energii spalasz, tym więcej musisz jeść”, ale wystarczy przypomnieć sobie dowolny dokument o rekrutach i nagle slogany jak z opakowania płatków przestają dziwić.

Cóż, na pewno do grupy docelowej lepiej przemawia takie przedstawienie sprawy niż rozpiska z polskiej racji dobowej zawierająca szczegółową instrukcję, co i w jakiej kolejności należy skonsumować.


Ciekawe rzeczy w dodatkach. Poza - z grubsza ujmując - ogólnoarmijnym standardem (chusteczka nawilżana, papier toaletowy, zapałki, guma do żucia, ale brakuje tabletek do oczyszczania wody), zestaw zawiera też zabielacz do kawy oraz przyprawy zależne od dania głównego. Czasem będzie to nudna sól, ale da się natrafić na ketchup i musztardę czy mieszankę meksykańską

Jeżeli chodzi o jedzenie jako takie - po raz kolejny ktoś przysiadł i słusznie podumał. Na worku widnieje tylko numer menu i nazwa dania głównego. Przystawki i słodycze to niespodzianki - bywa, że trafią się skądinąd znane M&Ms’y, Skittlesy, orzeszki ziemne czy batonik. Jedne racje zawierają ciastko cynamonowe, inne - jabłkowe albo chipsy serowe. Do tego krakersy/tortille i ser topiony z różnymi przyprawami. Takie drobiazgi to niby nic, ale psychologicznie mają pewnie znaczenie, kiedy siedzisz gdzieś tam we FOB na końcu świata i dobija Cię codzienne powtarzanie w kółko tych samych nudnych czynności przy wiecznie paskudnej pogodzie.

 Żadna recenzja nie może obejść się bez części subiektywnej. Co do walorów smakowych - nie jestem jakimś wybitnym smakoszem i koneserem. Spałaszować się da i to bez zawodu. To jedzenie podchodzi mi lepiej niż niejeden fast-food. Większość tych dań jest bowiem niespotykana w Polsce. Tym niemniej na co dzień na pewno bym ich unikał. Mam spore wątpliwości, co jest bardziej przetworzone - opakowanie czy jego zawartość. Z tych etykiet to można się chemii uczyć. Jeżeli amerykańskie sieciówki serwowałyby posiłki tego typu, to najpewniej pod każdym względem przypomniałyby te z MRE. Poza tym wiem, że zdarzają się ludzie uważający to jedzenie za odstręczające.

Pewną wskazówką w temacie wpływu na zdrowie niech będzie fakt, że w przeciwieństwie do znanych mi racji, amerykańskie nie mają terminu przydatności do spożycia, a na kartonie zbiorczym widnieje informacja, że data pakowania nie jest kluczowym czynnikiem w przypadku inspekcji. To w zasadzie jedyne, co odrzuca mnie od tych racji. Nie zrozumcie mnie źle - one smakują całkiem nieźle i mam ich zapas na różne wyjścia. Jeżeli zjecie jedną co jakiś czas, to pewnie nic złego się  Wam nie stanie. Jednak na wypady to wolę spakować jedno MRE (oficjalne wytyczne zalecają spożywanie 2-3 na dobę) i resztę kalorii dokoptować z innych, bardziej naturalnych źródeł.

Strzeżonego... i tak dalej - sami rozumiecie.


SR

Tu natychmiast rzuca się w oczy, że ktoś mocno próbował wziąć nasionko nowoczesnej idei i posadzić je na podłożu z betonu. W przeciwieństwie do MRE, nasze SR (Sucha Racja) to dość świeże zjawisko przyrodnicze.

W SR łyżka też jest, ale taka zwykła, plastikowa, jak z taniego baru. Spakowana z serwetką, żeby po posiłku dżentelmeńsko otrzeć usta i brodę. Są też puszki. Jedna mała z przystawką oraz druga - półmiękka z daniem głównym. Większość rzeczy raczej nie nadaje się do przenoszenia w mundurze. Co prawda nie było to praktycznym przedmiotem testu, ale tu wystarczy zdrowy rozsądek. Niby niewielkie to ma znacznie, ale przy motaniu “liniii zerowej” nie ma co brać SR pod uwagę. 

Podobnie jak w MRE, też i tu można delikatnie prychnąć podczas odpakowywania - poza wspomnianą serwetką w zestawie znajduje się też najprawdziwsza słomka do napojów. Taka biała, zaginana, z kolorowymi paskami. Poziom “zaśmiecenia” racji nie jest jednak aż tak gargatuniczny jak w przypadku “większej siostry” czyli SRG, gdzie dorzucono 3 kompletne zestawy jednorazowych sztućców z serwetkami oraz 4 papierowe kubki i wspomniany wyżej “regulamin spożycia”. Zresztą recenzja tej racji też pewnie wkrótce się pojawi.

Dodatki to też polski standard - sól, pieprz, papier toaletowy, cukierek z witaminą C, cukierek z ekstraktem kawy, chusteczka nawilżana, guma do żucia i spory worek strunowy. Szaleństw nie ma. Tabletek odkażających też w sumie nie, ale i tak jest fajnie. Całość spakowana jest - a jakże - w woreczek strunowy. Dzięki temu po otwarciu nie trzeba się martwić, że gdzieś tam się porozsypuje czy zamoknie. Dużo lepsze to niż zwykła zgrzana foliówka z MRE.

Zestawy są w znacznej mierze tożsame - zawsze jest w nim mistrzowski batonik owocowo-zbożowy z andrutem, puszka z pasztetem/mielonką/rybą, pancerwafle SU-1 oraz danie główne. Pewnym fluktuacjom podlega smak batonika owocowego, a owoce liofilizowane są zamienne z dżemem. Trochę zastanawia, że niezależnie od tego, czy do wora wrzucono dżem czy owoce, to i tak znajdziemy tam dwa opakowania pancerwafli, więc trzeba oszczędzać albo wybierać, co zostanie zjedzone bez zagryzania.

W odróżnieniu od bardzo intensywnych w smaku napojów w proszku z MRE, w SR otrzymujemy herbatę owocową w granulacie. Robi się z niego dokładnie ten sam cukrowy napój, który wyjadało się na sucho łyżką z pudełka za dzieciaka, kiedy rodzice nie patrzyli. Rozpuszczony w regulaminowej ilości wody ma raczej wyłącznie funkcje barwiące. Jednak, jak te ćwierć wieku temu - wolę go sobie zjeść na sucho.

Jeżeli chodzi o walory spożywcze całości - posiłki przypominają kuchnię domową, porządniejsze bary mleczne albo lepszy dzień na kolonijnej stołówce. Dość prosto i całkiem smacznie. Co prawda nasza gastronomia nie wchłania się tak dobrze jak amerykańska i czuć, że potrawy są bardziej ciężkostrawne, ale to jedząc SR mam dużo mniejsze obawy o przyszłość mojej wątroby i okrężnicy. Do tego polski wynalazek przyjemnie wypełnia żołądek. Tak swojsko.

Na końcu uwaga techniczna - specjalnie poczekałem z końcówką testu do zimy, żeby zobaczyć jak poradzą sobie podgrzewacze. Ten z MRE odpalił bez kłopotu i przygotował ciepły posiłek. Niestety puszkę z SR musiałem awaryjnie ogrzać na esbicie (tak, wiem - mała dziewczynka ma problem z jedzeniem bigosu na zimno), bo podgrzewacz był co najwyżej ledwo ciepławy. Uruchomił się porządnie dopiero po 15-20 minutach, kiedy byłem już w połowie obiadu.

Ponoć jest to znany wojsku problem - w warunkach jesienno-zimowych trzeba je zalewać ciepłą wodą, bo lubią sobie pogrymasić. Moim zdaniem to gigantyczna wada. Co innego testy robione na spokojnie, gdzie stanowi to ledwie niedogodność, a co innego użeranie się z tym podczas wyczerpującego poligonu, czy rzeczywistych działań.

Przy okazji warto wspomnieć, że niestety wybór miękkiej puszki jako opakowania należy do tych umiarkowanie trafionych. O ile saszetkę z daniem MRE można swobodnie ugniatać, żeby zawartość ogrzała się równomiernie, potrawy z SR zazwyczaj są z jednej strony gorące, a z drugiej zimne. Oczywiście puszkę da się odwrócić, ale oznacza to, że nie można dania zalać na jednym postoju i zjeść na kolejnym. No i łatwo się wgniata, a potem jedzenie się wylewa. Z drugiej strony - przy tak awaryjnym podgrzewaczu puszkę łatwiej podgrzać na klasycznej kuchence polowej, ale uznanie tego za zaletę przypomina trochę chwalenie się bohaterską walką z problemem, jaki samemu się stworzyło.

Poza tym czcionka na opakowaniach głównych posiłków jest wybitnie przaśna, ale to już na marginesie marginesu tej recenzji.


Podsumowanie

Po zjedzeniu kilku SR i tyluż MRE stwierdzam, że MRE wygrywa pod kątem ogólnej użyteczności i wygody. Zdobywa też dodatkowe punkty za kreatywność w komponowaniu zestawów oraz ilość dostępnych jadłospisów. Gigantyczny minus za sztuczność posiłków i możliwe konsekwencje zdrowotne po nadmiernej konsumpcji, bo regularne ich jedzenie może o sobie niemiło przypomnieć za parę lat. Ale za to na portfelu odbije się już dziś.

Co do SR zaś, to jestem miło zaskoczony ilością menu. Jeszcze nie tak dawno było ich ledwo kilka, a w 2016 liczba ta dobiła do 21. MRE to co prawda 24 rodzaje, ale 21 to też bardzo dobrze. Ze szczegółami tego, co zawierają możecie zapoznać się TUTAJ. Na plus na pewno wysoka jakość i krótkie składy potraw. To odpowiednik lepszej klasy dań gotowych w słoikach z polskich sklepów. Może pod względem przystawek jest robiona po mniejszej linii oporu niż MRE, ale i tak prezentuje się naprawdę przyzwoicie i przy okazjonalnym wykorzystaniu szybko się nie nudzą.

Jeżeli chodzi o stosunek cena/jakość, to tutaj SR nie ma sobie równych, da się je kupić już za 8-10 PLN (“normalna” cena to 15-20 PLN). MRE chyba nigdzie nie widziałem taniej niż 25 PLN, a mowa o racjach obliczonych na 8-12h działania w terenie. Do tego na plus, że w SR dostajemy relatywnie sporo worków strunowych w różnych rozmiarach, a te przydają się zawsze - czy to w terenie  czy w domu.

A, właśnie - obydwa typy racji mają zbliżoną kaloryczność na poziomie ok. 1200 kcal, przy czym poszczególne jadłospisy oscylują w okolicy +/- 100 kcal.

Która jest lepsza? Zależy do czego. Powiem może tak - jeżeli miałbym spędzić miesiąc na checkpoincie pośrodku niczego albo jechać na zwiad pojazdem to zdecydowanie wybrałbym SR ze względu na wyborne smaki, tak bliskie mojemu sercu. Z drugiej strony na trwający tydzień patrol pieszy zabrałbym jednak MRE - bo łatwiej ją rozparcelować i poupychać tu i ówdzie. MRE nadaje się także bardziej jako jedzenie na czarną godzinę do domu czy auta. Na spokojne "spacery taktyczne" lepiej zaopatrzyć się w SR. 

W ogóle, gdybym na podstawie tej recenzji miał wybrać tę jedną, jedyną, to miałbym problem. Jednak coś czuję, że padłoby na SR. Nawet mimo wad.

A idealna racja żywnościowa to moim zdaniem SR spakowane dokładnie tak jak MRE. Cóż, może kiedyś takiego cuda się doczekam.

W tym artykule
STRONA 1: Wielki Pojedynek: MRE z USA vs. SR z Polski
Oceń i skomentuj artykuł
Platynowy partner
Złoty Partner
Srebrni partnerzy
Partnerzy taktyczni
Dołącz do współpracy
Wspierają nas sklepy
Dołącz do współpracy

Nagrody i wyróżnienia WMASG

Popular AirSoft Hall of Fame - 2017
2011 Best Non-English Language Airsoft News Website
2012 Best Non-English Language Airsoft News Website
2012 Best Non-English Language Airsoft Magazine
2013 Best Non-English Language Airsoft News Website
2014 Best Non-English Language Airsoft News Website
2016 Best Online Airsoft Community/Forum
2017 Best Non-English Language Airsoft News Website
2018 Best Non-English Language Airsoft News Website