Operacja ZIMA - 29.02.2020 Lubliniec

Operacja ZIMA - 29.02.2020 Lubliniec
W sobotę, 29 lutego 2020r., w okolicach stawu Posmyk odbyły się organizowane przez Hammer ASG Team - Śląsk pierwsze manewry sztabowe "Operacja ZIMA" połączone z imprezą integracyjną dla graczy. W założeniu organizatorów, mają one stać się cyklicznym, corocznym spotkaniem.
W tym artykule
STRONA 1: Operacja ZIMA - 29.02.2020 Lubliniec

Operacja ZIMA

Zadzwonił budzik. Zazwyczaj nie mam większego problemu ze zwleczeniem się z łóżka, jednak tym razem wyraźnie mi się nie chciało. Po chwili, zadzwonił drugi raz. Przecież to dzisiaj! Oczy natychmiastowo mi się otworzyły, jak gdyby był środek dnia. W końcu nie wybieram się na pierwszą lepszą łupankę, a na spotkanie, które od pewnego czasu solidnie zajmowało moje myśli: "Operację ZIMA".


Podniosłem telefon, by sprawdzić czy reszta ekipy jest już online. Nie była. No tak, przecież tym razem miałem jechać sam. Spojrzałem za okno - ciemno, zbyt ciemno. Krauzak znowu obiecał śnieg i chyba ponownie nie dotrzymał słowa. Nie zapowiada się to dobrze, ale zobaczymy. Wbrew wszystkim przeciwnościom losu - wstałem.


PRZED ROZGRYWKĄ


Na miejsce zbiórki dotarłem w sobotę około godziny 6:15. Nie byłem pierwszy, co oczywiste, kiedy spotkanie zaczyna się piątkową integracją. "Oblacka Przystań" - bardzo ciekawe miejsce. Z początku wydawało się puste i spokojne. Za sprawą prześwitującego za drzewami stawu Posmyk, było także bardzo ładne. Wybrałem się na nabrzeże, aby trochę się rozgrzać i rzucić okiem na krajobrazy i tysiące ptaków pokrywających taflę wody.



Kilkanaście minut później, po powrocie na miejsce zbiórki, życie zaczynało tam już tętnić. Proces rejestracji szedł pełną parą. Korzystając z faktu, że kolejki dopiero zaczynały narastać, niezwłocznie zarejestrowałem się i sprawdziłem repliki na chrono. Samo chronowanie przebiegało w sposób rzetelny, stanowiska były dobrze zabezpieczone. Rezultaty sprawdzano w joulach, na ciężkich kulkach, by zminimalizować wpływ joule creepa na realne osiągi replik w polu. Bez większych problemów mieściłem się w limicie. Byłoby dziwne, gdybym się nie mieścił, używając stockowej, budżetowej repliki AKS-74U (jak na rasowego rebelianta przystało).



Na parkingu zaczynał robić się tłok. Było to o tyle ciekawe, że graczy przybywało zdecydowanie więcej niż samochodów. Jak już wspomniałem wyżej - impreza oficjalnie rozpoczęła się już dzień wcześniej, integracją na wielkiej sali gimnastycznej, która na potrzeby Operacji ZIMA przerobiona została na imprezo-noclegownię. Wbrew obawom niektórych graczy, rankiem na twarzach zgromadzonych osób nie było widać większego zmęczenia. Sądząc po rozmowach między graczami, ten pomysł był strzałem w dziesiątkę.



Czas przeznaczony na rejestrację spędzany był na różne sposoby: niektórzy rozmawiali, inni siedzieli na sali, standardowo część graczy testowała i ustawiała repliki. Szerokie ramy czasowe i stosunkowo niewielka liczba osób (około 115) pozwoliła uniknąć kolejek do rejestracji i zbędnych przestojów. Podobno odprawa była nieznacznie opóźniona. Nie zwróciłem na to większej uwagi. Być może dlatego, że na wielu małych spotkaniach zdarzają się znacznie większe obsuwy.



Odprawa była krótka i treściwa: organizatorzy przypomnieli główne założenia rozgrywki i jej mechanikę. Następnie przyszedł czas na odprawę dla dowódców stron i poszczególnych oddziałów, a także na odnalezienie się z pozostałymi członkami własnego oddziału.



Ponieważ z mojej grupy (RQS Team) nie było nikogo poza mną, musiałem zostać gdzieś dopisany na doczepkę. Rejestrując się, nie miałem żadnych preferencji w kontekście wyboru strony konfliktu. Z uwagi na delikatną dysproporcję sił, która była widoczna w czasie mojej rejestracji, poprosiłem o dopisanie do strony rebeliantów. Kiedy zobaczyłem rozpiskę z oddziałami, uśmiechnąłem się. Trafiłem do oddziału, w którym znajdowała się, m.in. znana mi grupa Lone Wolves Team, o podobnym podejściu do zabawy, co moje.



Przed samą rozgrywką doszło jednak do drobnych przetasowań. Ostatecznie w oddziale drugim, oprócz LWT znalazła się grupa Łyse Węże, a także dwójka niezrzeszonych graczy - Siwy i Niedźwiedź - oraz ja. Po krótkim zapoznaniu się z resztą drugiego oddziału, dowódca - Harcerz z Lone Wolves Team - przystąpił do realizacji zadań.


O JEDNO H1 ZA DALEKO


Z początku nie otrzymaliśmy zbyt wielu informacji na temat celu naszego działania. Wiedzieliśmy, że mamy zdobyć i zabezpieczyć rejon umocnień w sektorze H1. Był to stosunkowo otwarty teren składający się z dużej liczby niewielkich zabudowań, otoczony lasem. Zadanie to zostało przydzielone trzem oddziałom, czyli większości naszych sił. Nie znaliśmy natomiast liczby przeciwników zajmujących obszar H1. Wiedzieliśmy jednak, że mamy jeden z oddziałów przeciwnika na plecach - należało więc się spieszyć. Po niedługiej wędrówce szpica nawiązała kontakt wzrokowy z przeciwnikiem. Dostaliśmy rozkaz, by nasz oddział rozciągnął się w tyralierę i podchodził do zabudowań lewą flanką.



Zostaliśmy jednak zaskoczeni przez przeciwnika, który rozstawił się w świetny sposób, ograniczając nasze pole manewru. Samemu byłem na skraju lewej flanki - zmuszony podciągnąć lewą stronę (chcieliśmy zamykać przeciwnika), wpakowałem się wprost pod ogień ukrytego za krzakami gracza. Z uwagi na niewielką odległość, nie zdążyłem zareagować. Padłem ranny na ziemię - na szczęście w takim miejscu, że byłem zasłonięty przed ewentualną drugą serią (mechanika rozgrywki dopuszczała dobijanie graczy kolejnymi trafieniami). Przez gałęzie prześwitywał mi widok na ukrytego przeciwnika. Wiedziałem, że ewentualne wezwanie medyka w tej sytuacji może wciągnąć kolejne osoby w zasadzkę. Pozostała część oddziału i bez tego miała już problem, będąc związaną silnym ogniem z OPFORem. Postanowiłem leżeć i czekać na rozwój wypadków.



Co tu dużo mówić: pomoc nie nadeszła. "Wykrwawiłem się" i oddaliłem z miejsca walki, w stronę innych "trupów". Przybywało ich z każdą chwilą. Niestety, głównie naszych. Po chwili, wymiana ognia na lewej flance zakończyła się. Oddział drugi, do którego należałem, został rozbity. Po kontakcie ze sztabem, rozłożyliśmy nieopodal mobilny respawn.



Kilkanaście minut tam spędzonych pozwoliło mi bardziej przyjrzeć się szacie roślinnej i ukształtowaniu terenu. Był on w gruncie rzeczy płaski, ale bardzo atrakcyjny. Obszar, w którym się znajdowałem, pozbawiony był większych zarośli i mocno premiował repliki dalekosiężne. Przewaga drzew iglastych i lekko zazieleniona ściółka leśna... teren (mimo braku wzniesień) jednoznacznie kojarzył się mi z imprezami z cyklu Border War, jeszcze z czasów gdy odbywały się one we Vrchbeli.



Z respawnu oglądaliśmy poczynania innych grup. Gdy już wydawało się, że nasi zaczynają zyskiwać przewagę, na ich flance pojawił się kolejny oddział nieprzyjaciela, który zniszczył te marzenia. Przyszedł czas na nasze wejście w teren. Błyskawicznie związaliśmy się ogniem z przeciwnikiem. Mimo odnotowania sporych strat, udało nam się wypchnąć go z prawej flanki i zacząć zbliżać się do centrum zabudowań. Im byliśmy bliżej, tym walki bardziej narastały. Niestety, ale budynki i znajdujące się między nimi okopy, były szalenie trudne do zdobycia. Ponownie spuszczono nam manto, choć tym razem mogliśmy rozłożyć mobilnego respa znacznie bliżej naszego celu.



Po odczekaniu regulaminowego czasu - pora na kolejną próbę. Udało nam się wyeliminować siły przeciwnika w centralnej części terenu, jednak w dalszym ciągu musieliśmy odpierać ataki z jednej strony, równocześnie chroniąc się przed ogniem prowadzonym z ostatnich niezdobytych budynków. W dalszym ciągu teren nie był więc na tyle bezpieczny, by móc zająć się realizacją zadania fabularnego: odnalezienia skrzyni i klucza do niej. Tym razem notowaliśmy już straty po równo, jednak mechanika scenariusza kolejny raz nie ułatwiła nam zadania.



Zorganizowanie sensownych respawnów na sztabowej grze tego typu, to duże wyzwanie. Krauzak postawił karty na możliwość pojedynczych uleczeń plus mobilne respawny dla całych oddziałów. Tak skonstruowane zasady prowadzą do ciekawej sytuacji. Jeśli uda Ci się rozbić przeciwnika, notując przy tym sporo strat własnych, to nie możesz się długo cieszyć. Nie masz możliwości postawienia na nogi martwej części oddziału, bez wycofania z walki jego żyjącej reszty. Przeciwnik natomiast wkrótce wróci całym oddziałem. Ma to swoje wady, ale doskonale wpływa na dynamikę sytuacji i wymusza kooperację między oddziałami. Siły przeciwnika doskonale zdawały sobie z tego sprawę i raz za razem wyrzucały nas z terenu.



Polegliśmy i po raz kolejny musieliśmy założyć jaskrawe artefakty wstydu i udać się na mobilny respawn, uznając wyższość przeciwnika. W tym momencie do akcji wkroczył organizator i anulował na ten moment nasze zadanie.


NIEDZIELNY MOUT, CZY MILSIM?


Na szczęście dla nas, od tego momentu było już tylko lepiej. Kolejne zadanie, które otrzymaliśmy, polegało na przechwyceniu znanej nam skrzyni z ładunkami wybuchowymi od oddziału drugiej strony konfliktu - Matriony - która krążyła z nią w znacznie bardziej rozległej części terenu, położonej na północ od stawu. Szata roślinna była tutaj bardzo podobna, a dodatkowo teren pocięty był na sektory wieloma drogami i ścieżkami. Kolejne skojarzenia z imprezą u naszych czeskich sąsiadów były nieuniknione.



Tym razem zrobiło się znacznie bardziej milsimowo i klimatycznie. Konieczność długich wędrówek, unikanie kontaktu z widocznymi co jakiś czas siłami przeciwnika, zaleganie, organizowanie zasadzek i pozostawanie w stałym kontakcie z pozostałymi oddziałami Rebelii działającymi w terenie. To jest to, co osobiście lubię najbardziej.



W pewnym momencie, podczas przekraczania jednej z dróg, zauważyliśmy oddaloną o kilkaset metrów grupę przeciwnika. Podążali w kierunku zbliżonym do naszego. Zidentyfikowaliśmy grupę jako oddział przeciwnika niosący skrzynię i improwizując postanowiliśmy ten oddział powstrzymać. Zmierzali w kierunku brzegu stawu, więc chcieliśmy wykorzystać ukształtowanie terenu na naszą korzyść. Niewielką liczbą osób (początkowo Markus z LWT i ja) odłączyliśmy się od grupy pościgowej i szybkim tempem udaliśmy w stronę brzegu stawu, by odciąć drogę przeciwnikom transportującym skrzynię.



Niewiele rzeczy podczas spotkań cieszy tak bardzo, jak plan, który się udaje. Dotarliśmy na brzeg we właściwym momencie, by móc przygotować się do walki. Otwarcie przez nas ognia zaskoczyło przeciwnika i zadało mu straty. Miał on jednak dużą przewagę liczebną i zaczął przechylać szalę potyczki na swoją korzyść. W samą porę jednak, od drugiej strony dopadła go grupa pościgowa i wspólnie udało nam się zgnieść zagrożenie nad samym brzegiem. Przechwyciliśmy skrzynię, podnieśliśmy rannych i jak najszybciej postanowiliśmy opuścić rejon zagrożenia.



W tym momencie musieliśmy podkręcić tempo. Minęło zaledwie kilkanaście minut, a zamiast kontaktu z zaprzyjaźnionym oddziałem, natrafiliśmy na kolejną grupę Matriony.



Tym razem nie chcieliśmy wdawać się w wymianę ognia, ale było to nieuniknione. Mieliśmy sporo szczęścia, bo wkrótce na miejscu pojawił się kolejny oddział naszych. Wspólnie odciągnęliśmy uwagę przeciwnika od skrzyni. Udało się nam wynieść ją z terenu walk, jednak kilka osób, w tym ja, przypłaciło to kolejnym życiem.


POWRÓT NA H1


Kolejne zadanie wymagało od nas powrotu w rejon zabudowań na H1, odnalezienie klucza do przejętej skrzyni z ładunkami i wysadzenie kluczowych obiektów znajdujących się w tej lokacji. Skrzynię ukryliśmy w pobliżu zabudowań, po czym zgłosiliśmy sztabowi chęć drużynowego respawnu.


Po respawnie, powrót na H1 przebiegł bezboleśnie. Bez większego trudu odbiliśmy teren z rąk mało licznego przeciwnika i byliśmy w stanie utrzymać go na czas poszukiwania klucza do skrzyni.



Tutaj spotkaliśmy się jednak z pierwszym zgrzytem natury organizacyjnej. Krauzak nie przewidział, że jeden z graczy Matriony może zabrać klucz, niwecząc tym samym długi czas spędzony przez Rebelię na poszukiwaniach. Zadanie to zostało więc warunkowo anulowane i zapisane na naszą korzyść, jednak pewne smaczki z nim związane przepadły bezpowrotnie (nie było możliwości podłożenia ładunków i zabezpieczenia ich przez określony czas).



Wdaliśmy się tutaj jeszcze w kilka drobnych potyczek z Matrioną, które zadawały straty obu stronom. W końcu większość naszego oddziału padła i Harcerz podjął decyzję o wycofaniu się i zorganizowaniu drużynowego respawnu.


ZNOWU W LESIE


W międzyczasie otrzymaliśmy kolejne rozkazy. Należało odnaleźć zawory gazowe i "zakręcić kurek" Matrionie, komplikując sytuację gospodarczą molochu.


Wiemy, że inne oddziały Rebelii realizowały to zadanie równolegle, nam w udziale przypadł zawór znajdujący się nad brzegiem stawu, niedaleko miejsca, w którym wcześniej uganialiśmy się za skrzynią.



Powoli zaczynało się ściemniać, więc część z nas, która wcześniej tego nie zrobiła, musiała wprowadzić drobne zmiany w konfiguracji swojego sprzętu. Pierwsza edycja Operacji ZIMA była imprezą w konwencji unpluggedOznacza to, że wszystkie urządzenia noktowizyjne i termowizyjne nie były dopuszczone do rozgrywki. Zamiast tego, skupiliśmy się na świetle białym. Po raz kolejny doceniłem fakt, że przyszło mi działać z grupą Lone Wolves Team, która świetnie odnajduje się w spotkaniach nocnych. Chłopaki potrafią działać skutecznie zarówno przy użyciu środków optoelektronicznych, jak i silnych źródeł białego światła.


Nie musieliśmy tym razem daleko chodzić: zawór został szybko odnaleziony. Harcerz zarządził obronę okrężną, a teren został dobrze zabezpieczony. W pewnej chwili nawiązaliśmy kontakt z kilkoma graczami Matriony. Zdecydowanym działaniem udało nam się szybko zażegnać zagrożeniu, nie notując przy tym strat własnych. Wkrótce jednak zaczęły napływać w naszym kierunku kolejne oddziały przeciwników, a braki w widoczności zaczynały doskwierać coraz bardziej. Zaczynaliśmy tracić kontrolę nad sytuacją i to pomimo pojawienia się w rejonie sił sprzymierzonych. Doszło do wielkiej wymiany ognia, w której światło białe grało dużą rolę. Nie obyło się niestety bez ognia przyjacielskiego. W pewnym momencie, wszystkie nasze oddziały zostały zmuszone do respawnu.



Mieliśmy trochę szczęścia: w jedynym momencie, w którym Matriona uzyskała przewagę i mogła odwrócić to zadanie na swoją korzyść, ciemność powstrzymała ich przed odnalezieniem zaworu. Wkrótce nasze oddziały zaczęły schodzić z respawnu i odzyskiwać kontrolę nad rejonem. Przeciwnik został wyparty, a my mogliśmy chwilę odpocząć i przygotować się do kolejnego zadania, które miało być już realizowane w całkowitej ciemności.


NAPRAWDĘ, H1?


Ponieważ rozgrywka chyliła się ku końcowi, organizatorzy chcieli ściągać ludzi w pobliże strefy offgame. Ponownie dostaliśmy rozkaz odbicia zabudowań w sektorze H1, tym razem pod osłoną nocy.


Jeśli za dnia nie-do-końca nam się to udawało, to może ciemność pomoże wykurzyć stamtąd przeciwnika raz na zawsze? Zadanie wydawało się trudne, gdyż zabudowania mocno premiowały stronę broniącą. Mimo to, udało nam się podejść pod zabudowania bez strat własnych, a następnie powoli, ale skutecznie czyścić kolejne budynki i strefy, ciągle posiłkując się światłem białym. Straty notowane były po obu stronach - na szczęście większe po stronie Matriony. Zdobyliśmy teren na krótko przed ogłoszeniem końca rozgrywki.


AFTERPARTY


Rozgrywka może i dobiegła końca, ale nie sama Operacja ZIMA. Krauzak wraz z resztą organizatorów z Hammer ASG Team - Śląsk, chcieli w dużej mierze zorganizować imprezę opartą na integracji. W związku z tym, krótkie podsumowanie scenariusza odbyło się w restauracji Oblacka Przystań, a w cenie biletu każdy gracz otrzymał smaczną, ciepłą kolację, dostęp do napojów, a chętni - także do mocniejszych trunków.



Odprawa po rozgrywce zakończyła się brawami dla Krauzaka i reszty organizatorów, a także dla dowódców stron konfliktu: Mattpo z ekipy Horda ASG (Matriona) oraz El Dario z organizatorskiej ekipy Hammer ASG Team - Śląsk (Rebelia).



Po kolacji część graczy udała sie do domów, a pozostała część: na dalszą (dez)integrację. Jeśli chodzi o mnie, z uwagi na plany dnia następnego, należałem do tej pierwszej grupy.


PODSUMOWANIE


Jak sam organizator stwierdza, pomysł stworzenia cyklicznego wydarzenia nastawionego na integrację graczy ze Śląska (i nie tylko), pojawiał mu się w głowie już od dawna. Trochę przeciwności losu, a także umiarkowany sceptycyzm, powstrzymywały go jednak od wdrażania tych planów w życie.


Co więc musiało się wydarzyć, by Operacja ZIMA powstała? Na pewno upór Krauzaka musiał dać o sobie znać. Jestem także przekonany, że sukcesy stojące za organizacją jednej z najbardziej rozpoznawalnych (nie tylko) na Śląsku imprez - Fedrunków - musiały natchnąć organizatora do stwierdzenia "kto, jeśli nie ja?".



W ten sposób, po ogromie starań włożonych w dopięcie wszystkiego na ostatni guzik, za niecałą stówę od łebka, gracze mieli okazję uczestniczyć w doskonale przygotowanym wydarzeniu. Potężne zaplecze sanitarne, gastronomia, ciekawy scenariusz i fenomenalny teren, to tylko część zalet Operacji ZIMA. Powtarzające się, pozytywne recenzje imprezy dają dużą nadzieję, że plany związane z cyklicznością tego spotkania zostaną utrzymane, a kolejne edycje staną się jeszcze lepsze. Być może kiedyś uda się wykonać więcej zadań, a nie zaledwie garstkę z przygotowanych, jak miało to miejsce tym razem. Trzymam za to kciuki z całych sił!



Pewnie nikt nie obraziłby się również na szersze wykorzystanie terenu wokół stawu Posmyk, gdyż jego grywalność wydaje się olbrzymia. Zwłaszcza, dla długich i rozbudowanych imprez, takich jak Fedrunek.



Na sam koniec chciałbym raz jeszcze podziękować Krauzakowi i jego ekipie za tak duży wkład w rozwój airsoftu na południu Polski. Chciałem także podziękować wszystkim graczom za uczciwą rywalizację. Specjalne podziękowania dla znajomych z Lone Wolves Team pod dowództwem Harcerza, za możliwość działania z tak zgraną i fajną grupą oraz dla pozostałych członków naszego oddziału, czyli Łysych Węży, Niedźwiedzia i Siwego. Podziękowania należą się także dowódcom stron za bardzo dobrze rozgrywaną partię szachów w zaciszy sztabu.



Gratulacje dla Matriony, dowodzonej przez Mattpo z dobrze nam znanej Hordy ASG!


PS: Sponsorzy imprezy, czyli firma Koral Electronics oraz SoldiersASG przekazali nagrody dla uczestników, które można zdobyć w konkursie organizowanym przez Hammer ASG Team - Śląsk, na najlepszą foto/video relację z Operacji ZIMA oraz najlepszy raport/relację tekstową.



Widzimy się na kolejnej edycji!


W tym artykule
STRONA 1: Operacja ZIMA - 29.02.2020 Lubliniec
Oceń i skomentuj artykuł
Platynowy partner
Złoty Partner
Srebrni partnerzy
Partnerzy taktyczni
Dołącz do współpracy
Wspierają nas sklepy
Dołącz do współpracy

Nagrody i wyróżnienia WMASG

Popular AirSoft Hall of Fame - 2017
2011 Best Non-English Language Airsoft News Website
2012 Best Non-English Language Airsoft News Website
2012 Best Non-English Language Airsoft Magazine
2013 Best Non-English Language Airsoft News Website
2014 Best Non-English Language Airsoft News Website
2016 Best Online Airsoft Community/Forum
2017 Best Non-English Language Airsoft News Website
2018 Best Non-English Language Airsoft News Website
Trwa ładowanie...