Trwa wczytywanie...
Ten artykuł pochodzi ze starej wersji portalu WMASG, dlatego jego wyświetlanie może odbiegać od standardów obecnego systemu.

7 grzechów głównych organizatorów imprez

29.11.2017Autor: J.K.

Sprawa teoretycznie jest prosta: wymyślić scenariusz i dać znać ludziom. Oni przyjeżdżają, strzelają, podoba im się. Zachwytom nie widać końca. Splendor, chwała, autografy i wizyty w zakładach pracy.

No nie do końca.

Wysłanie człowieka w kosmos też wygląda teoretycznie prosto. Jest rakieta, z tyłu leci ogień, na szczycie siedzi człowiek i frunie sobie w górę, aż zamiast niebieskiego zobaczy czarne.

W sumie jest to nawet zgodne ze stanem faktycznym, ale jak gdyby niezupełnie, czyż nie?

Z organizacją czegokolwiek roboty zawsze jest więcej niż wydaje się na początku. Po drodze pojawiają się jakieś problemy. Poza scenariuszem trzeba ogarnąć logistykę. A do tego opcjonlanie stronę formalną, regulamin, promocję, sponsorów... Każde z tych zadań trzeba rozbić na poszczególne czynności. I nagle okazuje się, że nie wystarczy poświęcić kilku wolnych wieczorów, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik.

Oczywiście istnieją imprezy i imprezy. Można przygotować małe, jednodniowe strzelanie dla kilkudziesięciu ludzi i wtedy faktycznie nawet niespecjalnie wprawiony w bojach organizator poradzi sobie w ciągu tygodnia. A im bardziej doświadczony, to wykorzysta więcej sprawdzonych schematów i tym sprawniej zarządzi swoim przedsięwzięciem. Schody zaczynają się przy organizacji zlotów. Niby jest to tylko kwestia operowania na większych liczbach, ale... No właśnie ale.

Im większa impreza tym ryzyko wzrasta - pojawia się więcej zmiennych, które trzeba uwzględnić. Jeżeli ktoś nieogarnięty, mało doświadczony i w dodatku sam bierze się za organizację międzynarodowego zlotu, to jest trochę jak człowiek decydujący się na skok z samolotu bez spadochronu. Za to z parasolem, kaskiem rowerowym i poduszką przyklejoną do zadka. Może sprawiać wrażenie przygotowanego, ale to nie ma prawa się udać, bo nie zdaje sobie sprawy z karkołomności przedsięwzięcia.

Tak, Bernard. Mowa o Tobie.

W tym tekście postaram się już unikać takich aluzji jak powyższa. Chciałbym skupić się na kilku kardynalnych wadach organizatorów, które sprawiają, że imprezy wspomina się równie miło, co punkcję kolana (bo czuje się wielką ulgę, kiedy wreszcie się skończy) albo obiad w fast-foodzie (niby fajnie, ale zawsze mogło być lepiej). Nie chodzi mi o punktowanie "z ambony" konkretnych osób czy organizacji, ale o opisanie zachowań, których należy się wystrzegać.

W końcu im więcej świetnych imprez, tym lepiej dla nas wszystkich, prawda?

Trwa ładowanie...