PORADNIK: Co zabrać na mil-sim, cz. 2: Zawartość umundurowania
Niektórzy nazywają to "linią zerową". Inni nie nazywają tego wcale. To po prostu zbiór przedmiotów, które zawsze ma się przy sobie i które w wojsku mają ułatwić utrzymanie się przy życiu po utracie całego oporządzenia. W ASG nie działamy pod aż taką presją. Tym niemniej układ liniowy warto zaadaptować ze względów czysto praktycznych - łatwo wówczas posegregować swoje wyposażenie pod względem priorytetów i rozłożyć optymalnie jego wagę.
Kwestia wygląda dość prosto. Na co dzień nosisz przy sobie komórkę, klucze do domu, portfel i tym podobne drobiazgi. W terenie filozofia jest taka sama, ale z racji tego, że z reguły działa się w pewnym oddaleniu od sklepu, to lista towarów trzymanych po kieszeniach odpowiednio się wydłuża.
Fot. 1: Dzięki takiemu zestawowi praktycznie nic Was nie zaskoczy podczas wyjścia do lasu.
Zawartość umundurowania
Nóż
Listę przedmiotów otwiera coś ostrego. Najlepiej żeby był to nóż składany, tzw. folder. Przeważnie scyzoryki mają, moim zdaniem, trochę za małą głownię i trudniej otwiera się je jedną ręką. Tym podstawowym narzędziem da się wykonać wiele prac polowych - od naostrzenia patyka na ognisko po wykopanie dołka i otwarcie puszki. W komplecie można trzymać niewielką osełkę, ale nie jest to niezbędne. Opcjonalnie przyda się multitool - głównie ze względu na kombinerki.
Fot. 2: Do naszych celów w zupełności wystarczy nawet budżetowy folder, ale przyzwoitej marki.
Kompas i mapa
Bez tego nie ma co się wybierać na mil-sima czy patrol. Nawet kiedy nie jestem dowódcą, zawsze staram się mieć mapę teatru działań przy sobie. Mapa względnie może znaleźć się w oporządzeniu, ale w kieszeni warto mieć chociażby taką w pomniejszonej skali, która mieści się na kartce A4. Kompas koniecznie tylko wysokiej jakości (dają radę m.in te od firm Recta, Silva, Suunto i Brunton). Tym tańszym zdarza się wskazywać północ w dowolnie losowych kierunkach. Jeżeli kiedykolwiek zabłądziłem, to przeważnie dlatego, że nawigator zaoszczędził na tym elemencie wyposażenia. Tak... Czasami ja też byłem nawigatorem.
Fot. 3: Kompas wysokiej klasy to podstawa. Jeżeli przenosimy go w oporządzeniu wraz z etatową mapą, warto uzupełnić go nawet budżetową busolą pokazującą, że północ jest "mniej-więcej tam" oraz ogólną mapą terenu działań.
Latarka
Z czerwonym filtrem. Odczytywanie mapy w nocy, rozstawianie pałatki, przeglądanie plecaka i wiele innych czynności przeprowadzanych jest w zasięgu rąk. Mocne światło przeważnie nie jest potrzebne, a tylko zdradza Waszą pozycję i odzwyczaja oczy od ciemności.
Fot. 4: Latarka czołowa nie potrzebuje gigantycznej liczby lumenów, za to czerwony tryb pracy to absolutna konieczność dla każdego niedzielnego komandosa.
Źródło ognia
Najlepiej mnóstwo marketowych zapalniczek. Są tanie i łatwo dostępne. Da się trzymać w każdej kieszeni po jednej. Do tego mam przy sobie kilka kostek Esbita - na przykład do oszukiwania przy rozpalaniu ogniska, ale mogą też płonąć samodzielnie. Zbieranie kory brzozy i robienie pukli, owszem jest przydatne, ale miejmy też na uwadze efektywność i to że nie zawsze jest ku temu ochota i sposobność. Umiejętność używania krzesiwa jest użyteczna ale nie jest ona konieczna.
Fot. 5: Warto kupić kilka tanich zapalniczek z marketu i trzymać w każdej kieszeni po jednej. Jeżeli nie wybieramy się na doszkalające bytowanie, albo nie mamy tzw. "zajawki" krzesiwo jest niestety niepotrzebną stratą czasu.
Notes i długopis
Koniecznie wodoodporne. Nawet kiedy nie pada, to zwykły notes zbyt łatwo zapocić. Długo kombinowałem z chowaniem zestawu do notowania obserwacji i rozkazów w woreczku strunowym, ale to były półśrodki. W dodatku dość uciążliwe, bo z reguły był potrzebny natychmiast.
Fot. 6: Warto zainwestować w dobrej jakości notes wodoodporny. Można w nim pisać także zwykłym długopisem.
Farba do maskowania
Przechowywana w miarę blisko ciała. Ciepłą łatwiej rozsmarować na skórze. Warto też uświadomić sobie, że uszy, szyja, powieki, zakola i kark to także odsłonięta część skóry, którą należy pomalować. Zabawa w malowanie fantazyjnych wzorów fajnie wygląda na filmach. W "realu", po kilku godzinach i tak wszystko zacznie się mieszać oraz wycierać.
Fot. 7: Farbki z lusterkiem nakłada się o wiele szybciej i dokładniej niż te w kilkukolorowych sztyftach.
Taśma izolacyjna, paracord i szybkozłączki
Szybki zestaw naprawczy o tysiącu zastosowań. Jeżeli boicie się, że pójdą Wam spodnie w kroku, to możecie dorzucić do tego igłę i nitkę. Ilość materiałów naprawczych trzeba ustalić indywidualnie. Jeżeli kupiliście sobie solidne wyposażenie, to raczej zbyt często ich nie wykorzystacie.
Fot. 8: Tym zestawem naprawicie w terenie praktycznie wszystko, co może się popsuć w terenie. Poza paracordem (dwa lub trzy 2-2,5 metrowe zwoje) zabieram też zapasowe sznurowadła.
Chusteczki zwykłe i nawilżane
Zwykłe przydadzą się mniej więcej do tego, do czego przydadzą się "w cywilu". Poza tym nadadzą się jako prowizoryczne opatrunki i rozpałki. Chusteczki nawilżane stosuje się zaś do zmycia farby ze skóry, szeroko rozumianych "czynności higienicznych" oraz do mycia kubka, żeby nie marnować wody. Na rynku dostępnych jest wiele rodzajów - "militarne", do niemowlęcych tyłków, do demakijażu, czy nawet do kobiecej higieny intymnej. Jak kto woli. Tych ostatnich nie odważyłem się użyć.
Fot. 9: Zwykłe chusteczki warto trzymać w worku strunowym. Fabryczne opakowanie łatwo się przeciera, a przemoczone chustki są zbędnym gratem.
Łyżki
Służą między innymi do jedzenia standardowej racji żywnościowej, którą trzymasz w plecaku lub oporządzeniu. Dlaczego więc nie trzymać ich razem z nią? Można, tylko po co nurkować do plecaka po łyżkę, skoro trzymanie plastikowych, jednorazowych łyżek w kieszeni munduru jest po prostu wygodniejsze. Lekkie, tanie i nikt nie będzie po nich płakać, jak się zgubią. Można też nimi uratować zapominalską gapę z oddziału, żeby nie jadła palcami jak poganin. Z drugiej strony turystyczne sporki też nie kosztują fortuny i dostępne są w kolorach "taktycznych".
Fot. 10: Jednorazowe łyżki są lekkie, tanie i łatwe w zastąpieniu, ale niestety łamliwe. Sporki z tworzywa kosztują nieco więcej, ale warto mieć jeden z zapasie. Metalowe sztućce z niezbędnika można sobie odpuścić.
Batony
Marszowy zapas kalorii do szybkiego przekąszenia. Idealne do podjadania na nocnej warcie, żeby przypadkiem nie zasnąć. Batony można uzupełnić cukierkami, najlepiej z kofeiną. Ilość uzależniona jest od indywidualnego zapotrzebowania, czasu działania i tym podobnych zmiennych.
Fot. 11: Pożywienie przenoszone w mundurze powinno być lekkie, kaloryczne i szybkie w konsumpcji. Dla koneserów mogą to być nawet saszetki z cukrem.
120-litrowe worki na śmieci
Przydadzą się jako wodery, improwizowany śpiwór, dach nad głową albo worki na śmieci do posprzątania po imprezie. Dwa mieszczą się w kieszeni cargo spodni i jeszcze zostaje dużo miejsca. Gdzieś można też trzymać jednorazową siatkę foliową na odpadki mniejszego kalibru.
Fot. 12: Niewielka latarka, zwana z żołnierska "kiblówką" w zupełności wystarczy do szybkiego rzucenia okiem na mapę albo do notatek.
Podstawowa apteczka
Opatrunek, przylepiec, kilka plastrów, kompresów, wacików odkażających, tabletek przeciwbólowych i węgla. Do opatrywania prostych skaleczeń lub w sytuacji, gdy nie chcemy naruszać zawartości apteczki etatowej nada się w sam raz. Taki podstawowy zestaw najlepiej jest zapakować do worka strunowego i trzymać gdzieś, gdzie nie będzie przeszkadzać. Szybki dostęp nie jest tu konieczny. Waciki odkażające nasączone są spirytusem, więc mogą służyć także jako rozpałka.
Fot 13: W celu opatrywania drobnych, acz irytujących skaleczeń nie warto angażować apteczki przenoszonej na oporządzeniu, którą nosi się na okoliczność poważnego wypadku.
Środek na owady
Doceniany zwłaszcza w letnie wieczory. Zimą oczywiście zbędny. Wystarczy ogólnodostępny repelent, ale o wiele lepiej spisze się specjalistyczny preparat posiadający o wiele więcej środka DEET. W szczególności, gdy przyjdzie nam działać na terenie podmokłym.
Fot. 14: Do rozpalenia ogniska albo podgrzania wody nawet w złych warunkach wystarczą klasyczne kostki Esbita z racji żywnościowej. Niezłą alternatywą jest paliwo BCB Fire Dragon, które płonie naprawdę dobrze. Tak dobrze, że mam lekkiego stracha przed noszeniem go w kieszeni i o wiele chętniej trzymam je w plecaku.
Antifog
Okulary lubią parować w najmniej oczekiwanych momentach. Sprawdziłem różne, dziwne wynalazki - od pasty do mebli po żel pod prysznic i jak na razie najlepiej działał koncentrat Op Drops. W moim prywatnym rankingu drugie miejsce przyznałem preparatowi od Bolle, ale nie działa tak skutecznie i posiada mniej poręczne opakowanie.
Fot. 15: Koncentrat wystarcza na długo, a poza tym zajmuje mało miejsca w kieszeni. Do przecierania szkieł warto mieć szmatkę z jakiegoś miękkiego materiału (mikrofibra, bawełna), która nie zarysuje wizjera.
Zapasowe baterie
Praktycznie jedyny, znany ludzkości sposób na zapewnienie sobie ciągłości działania latarki czy kolimatora.
Fot. 16: Zapasowe baterie noszę właśnie tak. Może przesadzam, ale wolę maksymalnie ochronić je przed czynnikami zewnętrznymi.
Zegarek
Zerkanie na komórkę w celu sprawdzenia godziny to słaby pomysł. Tym bardziej w nocy. Trzeba się do niej dokopać, wyciągnąć z kieszeni, obowiązkowo zakląć, włączyć podświetlenie i następnie powtórzyć cały proces w odwróconej kolejności. W dzień powoduje to dekoncentrację i stratę czasu, a w nocy dodatkowo zdradzenie własnego położenia z powodu zbyt jasnego światła, no i oczywiście - krótkotrwałą ślepotę. O wiele efektywniej korzysta się z najtańszego zegarka elektronicznego z podświetlaną tarczą. W ostateczności może to być zegarek z fluorescencyjnymi wskazówkami.
Fot. 17: Zegarek z fluorescencyjnymi wskazówkami to umiarkowanie wygodne rozwiązanie. Podświetlana tarcza to konieczność.
Zapasowe skarpety
Może się to wydawać głupie, ale tym patentem podzielił się ze mną całkiem doświadczony znajomy. Latem da się bez nich obyć, ale mokre stopy i niskie temperatury (niekoniecznie ujemne) to bardzo, bardzo złe połączenie. Zimą wypada również pomyśleć o posiadaniu w kieszeni nawet najtańszych wełnianych rękawiczek na sytuację, kiedy etatowe rękawice przemokną.
Fot. 18: Porównanie wielkości 2,5 m motka paracordu z 15 m zwojem. Jeżeli nie jest to niezbędne do działania - lepiej ten dłuższy umieścić w plecaku lub oporządzeniu.
Magazynek
Twoja ostatnia szansa na czarną godzinę. Warto mieć przy sobie nawet skróconą wersję magazynka do repliki głównej. Zwłaszcza, jeżeli nosisz pasoszelki i po ich ściągnięciu zostajesz tylko z tym, co masz w kieszeniach. Świata tym nie zwojujesz, ale zawsze to raźniej niż mieć tylko jeden magazynek wpięty do repliki.
Fot. 19: Amunicji nigdy za wiele. Krótki low-cap przenoszony w kieszeni munduru może być dobrą inwestycją.
Tani telefon
Nie jesteśmy profesjonalistami. W związku z tym, mało kto ma środki na to, żeby zaopatrzyć się w niezawodną łączność radiową. Poza tym taki wynalazek przyda się do wezwania pomocy. Nie zabierajcie smartfonów. Prymitywny, idiotoodporny telefon z monochromatycznym wyświetlaczem i trzymającą wieki baterią spisze się o wiele lepiej. Zwykłej klawiatury całkiem wygodnie używa się w rękawiczkach. No i na pewno znacznie szybciej o nim zapomnicie, jeżeli przypadkiem spotka go jakieś nieszczęście.
Fot. 20: Chyba każdy ma domu telefon z czasów "przedsmartfonowych", który leży i czeka na lepsze czasy. Młodszym Czytelnikom przypomnę, że stare wyświetlacze monochromatyczne były idealnie czytelne nawet w pełnym słońcu. Nie polecam jednak modelu ze zdjęcia (po prawej). Wyświetlacz padł w nim od samego leżenia w szufladzie.
Podsumowanie
Złośliwym może wydać się, że jest to zestaw na wyprawę na Kamczatkę i z powrotem, którego udźwignięcie przekracza możliwości normalnego człowieka. Jest mi z tego powodu bardzo wszystko jedno. Jasne, że zawsze można rozpalić ognisko łukiem ogniowym i zamiast repelenta, nacierać się czeremchą, ale ja lubię sobie ułatwiać życie niewielkim kosztem. Tym niemniej, jak już pisałem, są różne szkoły i nigdy nie twierdziłem, że moje podejście jest jedynym słusznym.
Powyżej starałem się opisać absolutnie wszystko, co warto spakować do kieszeni lub tzw. "nerki", chociaż niekoniecznie jest to niezbędne na każdym wyjściu. Mnie po prostu doświadczenie nauczyło, że jak nie zabieram czegoś z powyższej listy, to Murphy już zaciera dłonie. Poza tym większość z tych przedmiotów to drobiazgi, które nie zawadzają i o których właściwie się nie pamięta.
Jeżeli macie jakieś uwagi, to śmiało podzielcie się nimi w komentarzach. Najlepiej napiszcie też, co Wy nosicie, co by wymienić się doświadczeniami.
I na koniec mała wskazówka - portfel, klucze, dokumenty, telefon i inne "cywilizowane" przedmioty trzymajcie w osobnej kieszeni, najlepiej jakoś przymocowane sznurkiem. Większość ludzi, która coś zgubiła w terenie zaczyna swoją historię mniej więcej tak: "trzymałem kluczyki do auta w tej samej kieszeni, co <dowolny przedmiot> i...".