Trwa wczytywanie...
Ten artykuł pochodzi ze starej wersji portalu WMASG, dlatego jego wyświetlanie może odbiegać od standardów obecnego systemu.

Airsoft i alkohol

16.04.2018 Autor: J.K. Komentarze: 82

Nieważne, czy airsoft jest dla Ciebie wyłącznie sposobem na okazjonalny relaks na łonie natury, największą życiową pasją, czy też jedyną okazją do ucieczki spod pantofla żony - łączenie go z alkoholem to niemal zawsze chybiony pomysł.

Na przestrzeni lat utarło się, że popijanie alkoholowych trunków podczas aktywności fizycznej, w towarzyskiej hierarchii stawia raczących się owymi napojami na równi z amatorami publicznego dłubania w nosie.

Te same pryncypia twierdzą, że trzeźwość należy zachować szczególnie podczas posługiwania się niebezpiecznymi przedmiotami, a jakkolwiek na to nie patrzeć - zabawka ASG podpada pod tę kategorię. Co prawda zagrożenie stanowi ona raczej umiarkowane, ale nie ma wątpliwości, że przy nieodpowiedzialnym postępowaniu o uszkodzenie bliźniego wcale nie jest tak trudno.

Poniższym tekstem oburzę pewnie wielu graczy twierdzących, że oni piją z umiarem (ewentualnie "dużo, ale odpowiedzialnie"), więc problem ich nie dotyczy, gdyż jedno piwo (opcjonalnie trzy) nikomu krzywdy nie czyni. Otóż czyni, Szanowni Koledzy, a najbardziej Wam samym.

 

Nie wnikam z jakiego powodu ludzie sięgają po alkohol na strzelankach. Zapewne części rozgrywka pod lekkim wpływem "lepiej wchodzi". Innym z lat wczesnej młodości zostało przekonanie, że "browarek" w ręku to atrybut równego gościa. Pozostali zaś zakupili sprzęt za te przynajmniej kilkaset złotych, aby mieć wymówkę do napicia się z kolegami z dala od gderającej małżonki.

Czasem pojawiam na strzelankach, gdzie organizator zezwala na picie alkoholu w czasie gry. Niespecjalnie mi się to podoba, ale jeżeli jestem "w gościach" i zgodziłem się na takie reguły, to nie mam prawa marudzić. Zarówno organizator jak i gracze to ludzie dorośli, więc znają potencjalne ryzyko, jakie wiąże się ze spożywaniem alkoholu w tej czy inne formie. Chyba.

Zatem do rzeczy.

 

Kiedy lepiej nie pić?

Lista sytuacji jest krótka i nie ma od niej wyjątków.

W wielkim skrócie - kiedy planujesz zaraz wrócić do gry jako jej aktywny uczestnik. Poza tym - niby oczywiste, ale jak się okazuje nie dla każdego - jeżeli to Ty organizujesz rozgrywkę.

W przerwach pomiędzy kolejnymi rundami niekiedy widzę ludzi osuszających piwo. Ci rozsądniejsi pauzują nawet na kilka potyczek. No niech będzie - jak facet bardzo musi sobie "wychylić", to tego jednego piwa to często nawet nie czuć ani nie widać po zachowaniu. Jedynie trochę irytuje to fakt, że długie przestoje pomiędzy grami rozciągają się jeszcze bardziej.

 

Na swego czasu dużym zlocie odbywającym się w weekend majowy, nagminnie wyraźnie "wczorajsi" albo nawet "dzisiejsi" gracze ładowali się w sprzęt, wrzucali puszki do ogniska i udawali się w teren. A co więcej - byli zdziwieni, że komuś może się to nie podobać.

Kiedyś po forum krążyły opowieści o pewnym zlocie w centralnej Polsce, gdzie zaraz po rozpoczęciu organizatorzy siedli sobie przed namiotem i zabrali się za imprezowanie. Strzelanie oczywiście okazało się być kompletną klapą, bo za przykładem organizatora poszło wielu graczy. Tłumaczenie było boskie - "starszyzna zlotowa" stwierdziła, że oni mogą pić, bo przecież do nikogo nie będą strzelać.

Do kategorii wyjść zdecydowanie abstynenckich trzeba doliczyć wszystkie akcje, gdzie reprezentuje się środowisko jako takie - pokazy, wystawy, akcje charytatywne i tym podobne. Raczej nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby otwierać piwo w takiej sytuacji, ale dla samej ścisłości wolę o tym wspomnieć.

 

Dlaczego lepiej nie pić?

Chociażby dlatego, że w naszym hobby alkohol bardzo mocno ogranicza.

Wspomniałem na początku, że pijący największą krzywdę robią sobie samym. Pomijając moralizowanie, odwoływanie się do przyzwoitości, dawania przykładu dobrego młodszym stażem graczom i godnego reprezentowania środowiska na zewnątrz, to najważniejszy powód jest czysto pragmatyczny - ogólne warunki ubezpieczenia.

Po spożyciu alkoholu w jakimś stopniu zmniejsza się zdolność prawidłowej oceny ryzyka, równowaga, spostrzegawczość, motoryka i refleks. To, co marginalne podczas powrotu nocnym autobusem z imprezy do domu, w czasie biegania po leśnych wykrotach może to prowadzić do poważnych konsekwencji - jedno niewłaściwe postawienie nogi i tragedia gotowa.

 

W szpitalu to, że piłeś wyda się raczej prędzej niż później, a wtedy w dokumentacji medycznej znajdzie się odpowiednia adnotacja i żegnajcie pieniądze z odszkodowania. Chyba że ktoś z Was ma wykupiony jakiś platynowy pakiet, który obejmuje także takie przypadki.

Ponadto, z wyżej wymienionych powodów natury fizjologicznej - łatwiej też uszkodzić innych graczy. Po alkoholu rośnie ryzyko popełnienia brzemiennego w skutkach głupstwa. Durne pomysły po piwie wydają się dużo bardziej kuszące niż na trzeźwo. Dla każdego chyba jest jasne, że jeżeli w "nieumyślne spowodowanie..." zaangażowany jest alkohol, to raczej nie stanowi on okoliczności łagodzącej dla sprawcy ewentualnego wypadku.

 

Gracze po piwie niby mogą lepiej "wkręcać się" w rozgrywkę, ale w zamian psują zabawę innym. Zeszłej zimy uczestniczyłem w spotkaniu, gdzie swoją obecnością zaszczycił nas Kolega za kołnierz wybitnie niewylewający. Wyzerował ze 2-3 butelki jeszcze przed południem. Dało mu to takie super-moce, że we trzech nie mogliśmy wyeliminować go z gry, pomimo tego, że "zmęczenie" dało mu się w końcu we znaki. Wygląda na to, że Panoramix mógłby się uczyć od Kompanii Piwowarskiej sztuki przyrządzania tych swoich eliksirów.

Na przywoływanym już majowym zlocie podobne zdarzenia można było mnożyć. Co starsi gracze znają pewnie niejedną alkoholową historię z tamtej imprezy. Sam znalazłem się wówczas pod wielkim wrażeniem jednego z dowódców ekip. Facet od pierwszego dnia bohatersko walczył o zachowanie postawy wertykalnej i mimo "porywistych wiatrów" utrzymywał względny pion. Niestety od późnych godzin wieczornych skupił się już tylko na trzymaniu poziomu.

 

Pamiętam również sytuację z innej imprezy, gdzie gracz "wczuł się" tak mocno, że zaczął wydzierać się na ludzi, żeby "zmotywować" ich do szturmu. Starał się ich wyszarpywać i wypychać zza zasłon i na końcu pobiegł sam, machając jakąś flagą na kiju.

Takie zachowania mają oczywiste konsekwencje - po zrobieniu z siebie pajaca, gracz zostaje już na długo zaszufladkowany i musi mocno się starać, żeby znów zaczęto traktować go poważnie. Zresztą łatka zostaje przypięta jego ekipie/organizacji i ciągnie się za nimi często niezasłużona opinia "pijaków" na których trzeba uważać. Mechanizm podobny jak w przypadku "terminatorki".

 

Kiedy wolno pić?

Oczywiście wszystko jest dla ludzi. Alkohol też. Nawet bywa niekiedy mile widziany.

Na każdy większy zlot ludzie zjeżdżają się dzień, a czasami nawet dwa dni wcześniej, żeby w spokoju sobie poimprezować - wypić piwo przy ognisku, przegryźć je kawałkiem sutego mięcha, zacementować stare przyjaźnie i zawiązać nowe znajomości.

Alkohol pity w ilościach "towarzyskich" do kolejnego dnia wywietrzeje na tyle, że bez przeszkód można wziąć udział w zabawie bez wzbudzania kontrowersji i protestów. Zresztą - dobrze przemyślany scenariusz sprawi, że nawet nie będziesz mieć czasu ani ochoty sięgnąć po piwo podczas gry.

Powiem więcej - stara jak świat i sprawdzona zasada potwierdza, że podczas takich wieczorów integracyjnych alkohol jest wyjątkowo wskazany. Gracze, którzy mieli okazję poznać się, wspólnie wypić i porozmawiać na tematy wszelakie, o wiele bardziej skłonni są do pokojowego wyjaśniania nieporozumień w polu i wykazują mniejsze odchyły w stronę "pełnego taktycznego profesjonalizmu" przy kontaktach z innymi ludźmi.

Kiedy przeciwnicy nie są anonimowymi mundurami, ale ludźmi, z którymi dnia poprzedniego fajnie się imprezowało i podzieliło kilkoma świńskimi kawałami, to jesteśmy w stanie okazać o wiele więcej zrozumienia i empatii. Z własnego doświadczenia wiem, że wówczas sytuacje konfliktowe kończą się podaniem sobie dłoni, a nie agresywnym licytowaniem się o to, czje jest "na wierzchu".

 

Jeżeli chodzi o zwykłe, lokalne spotkania, to w wiosenne/letnie sobotnie popołudnie nic nie smakuje lepiej niż chłodne piwo pite podczas grupowego ogniska albo grilla już po grze. Wtedy można w zacnej kompanii powspominać "epickie" akcje minionego dnia, posłuchać historii innych graczy i snuć piękne plany na przyszłość.

Kiedy jeszcze byłem początkującym graczem, to właśnie tak zostało mi to zakodowane - jeżeli ktoś wyciąga piwo, to znaczy, że kończy zabawę na dziś.

Kolejnym wyjściem są typowe "taktyczne" wypady do lasu bez strzelania. Za dnia można się przejść, sprawdzić ekwipunek, poćwiczyć taktykę, orientację w terenie, a pod wieczór założyć bazę, wyciągnąć z plecaka piwo, racje żywnościowe (lub rozpalić ognisko, jeżeli warunki pozwalają) i w ten oto sposób połączyć przyjemne z pożytecznym.

 

Jeszcze inną możliwość stanowi udanie się na zloty typowo militarne. Tam nikt nikomu nie robi wyrzutów z powodu całodziennego picia, choćby była to "oranżada bez bąbelków". Tak długo, jak nie próbujesz dostać się do pojazdu (albo prowadzić) pod wpływem - pij ile jesteś w stanie w siebie wlać i baw się  dobrze.

Jak widać mnogość opcji występuje. Nie trzeba się też "upodlić" do ostatecznych granic. Alkohol jest dla mądrych ludzi, a ci zwykle wiedzą jak z niego korzystać.

 

Co Ty możesz zrobić z pijanym?

Jako uczestnik imprezy, gdzie w regulaminie nie ma przyzwolenia na picie alkoholu podczas strzelania, możesz zgłosić sprawę organizatorowi. I na tym kończy się Twoje zadanie.

Nie polecam bawić się w policjanta-społecznika i ścigać pijących na własną rękę. Kiedyś tak robiłem (w końcu załoga WMASG to i trzeba dbać o  standardy), ale kosztowało mnie to masę nerwów. Zwykle z takiego działania wynikała sytuacja konfliktowa, opcjonalnie traciłem masę czasu na jałowe dyskusje. Na takie rzeczy nie masz ochoty w dzień wolny od pracy. Do tego raz usłyszałem pod swoim adresem gigantyczny stek wyzwisk i konkretnych gróźb od wybitnie agresywnego typa, więc dałem sobie spokój.

 

Jako organizator zaś, możesz niezwłocznie reagować na zgłoszenia uczestników i sprawdzać każdego "podejrzanego" na alkomacie. Następnie wykluczyć go z gry i umieścić na "czarnej liście". Wiem, jest to trudne, ale jeżeli nie jesteś gotowy na takie nieprzyjemności, to nie bierz się za organizację rozgrywki.

 

Słowem podsumowania

Problem pijanych graczy na pewno nie należy do masowych zjawisk. Jak podczas rozgrywki pije co dziesiąty uczestnik, to już uznaje się, że to sporo. Zresztą, w moim odczuciu ludzie rzadko tolerują alkohol na spotkaniach. Pijący przeważnie starają się nie afiszować i zazwyczaj piją ukradkiem albo na obrzeżu grupy. Moim zdaniem alkoholu na grach trzeba unikać. Chociażby ze względu na własne bezpieczeństwo i możliwe konsekwencje prawne.

 

Jasne, nie na każdego taka sama ilość alkoholu ma równie zgubny wpływ. Niektórzy mają dość po jednym piwie, na innych trzy nie robią wrażenia. Granicę jednak trzeba gdzieś postawić. Tak robią organizatorzy wielu zlotów i innych imprez i zazwyczaj wynosi ona zero. Warto zastanowić się dlaczego sprawa wygląda tak, a nie inaczej. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że coraz częściej w naszych zlotach uczestniczą cudzoziemcy. Warto pokazać się z dobrej strony.

Grając na "niczyim" terenie trzeba też brać pod uwagę wizytę mundurowych wezwanych przez spacerowiczów/sąsiadów. Zwykle reagują rutynowo na zgłoszenia o "komandosach" i nikomu nie robią problemów, ale w przypadku łączenia airsoftu z piciem w plenerze mogą być mniej wyrozumiali.

Podsumowując w żołnierskich słowach - airsoft i alkohol to złe połączenie. I tyle w temacie.

 

Artykuł ozdabiają zdjęcia z imprezy, gdzie chyba każdy bawi się świetnie, a nie ma tam grama alkoholu - GF POINT, a konkretniej edycja 2016.

Oceń i skomentuj