Czy dobrze jest mieć małego? – Przegląd współczesnych mikrokompaktów

Czy dobrze jest mieć małego? – Przegląd współczesnych mikrokompaktów
Przegląd najlepszych w subiektywnej opinii autora, pistoletów do codziennego noszenia w formacie micro-kompakt.
W tym artykule
STRONA 1: Czy dobrze jest mieć małego? – Przegląd współczesnych mikrokompaktów

Czy dobrze jest mieć małego? – Przegląd współczesnych mikrokompaktów

Wśród osób noszących broń na co dzień, panuje proste powiedzenie: lepszy kieszonkowy pistolet w kieszeni, niż pełnowymiarowy w domu. Czasy, kiedy żeby nosić broń trzeba było przywiązywać do paska ponad kilo stali mieszczące 6-8 nabojów, minęły bezpowrotnie. Żyjemy w erze polimeru, nowoczesnych technologii produkcyjnych, metalurgii i tak dalej. Osiągi dawnych Wonder Nine’s można obecnie wycisnąć z mikrokompaktów, które nie wywołają u dziewczyny pytania „Masz w gaciach pistolet, czy tak się cieszysz, że mnie widzisz?”. (Why not both?)

 

 

ZAŁOŻENIA

Żeby zrobić przegląd pistoletów do noszenia, bo właśnie tym ma być ten tekst – trzeba przyjąć jakieś założenia, bo opcji jest obecnie dużo. Skupimy się więc na uchodzących za niezawodne, pistoletach samopowtarzalnych z polimerowym szkieletem, w których standardowy magazynek mieści przynajmniej 10 nabojów 9x19 mm.

Dlaczego takie, a nie inne? Jest rok 2021, nikt już nie nosi rewolwerów, które są szerokie i ciężkie, jak na to co oferują. Podobnie, nikt nie nosi już .380 ACP, bo kieszonkowe 9-ki tak zmalały, że nie ma sensu odbierać sobie dodatkowej energii wylotowej. I ponownie, nikt kto traktuje ten temat poważnie, nie nosi mikrokompaktów z metalowym szkieletem, bo ich masa i pojemność przeczy całej koncepcji.

 

CO ZOSTAŁO?

Zostały cztery pistolety. Są to Glock 43X, SIG Sauer P365, Smith & Wesson M&P Shield Plus i Springfield Armory Hellcat. Wszystkie pojawiły się na rynku na przestrzeni ostatnich 5 lat, wszystkie są pistoletami bezkurkowymi, z mechanizmem spustowym z częściowym samonapinaniem. Wszystkie też robią furorę na rynku broni do codziennego noszenia i deklasują rozwiązania cięższe, mniej pojemnie, w mniejszym kalibrze i tak dalej.


Glock 43X

Glock 43X miał swoją premierę na targach SHOT Show w 2019 roku. Modele pojawiły się od razu dwa, bo 43X i 48. Oba są pochodną wcześniejszych modeli 43 i 42 (ten drugi w .380 ACP). Czym się różnią od poprzedników? Ano pojemnością i wynikającymi z niej zmianami w szkielecie, a w przypadku G48 także w zamku.

Chwyt pistoletu został minimalnie poszerzony, co pozwoliło na wciśnięcie tam nowego magazynka mieszczącego zamiast 6 – 10 nabojów 9x19 mm. Spowodowało to swego rodzaju połączenie wymiarów Glocka 26 (zamek i lufa) z Glockiem 19 (chwyt), a to wszystko o grubości około cala. Glock 48 to wersja z przedłużonym zamkiem i lufą, czyli tak jakby płaski Glock 19. Chwyt stał się bardziej uniwersalny, bo ten w 43 i 42 był po prostu mikroskopijny. Obecnie nawet drobna kobieta jest w stanie prawidłowo nacisnąć spust przykładając siłę prosto do tyłu, a chłop z wielkimi łapami nie zgubi krótkiego chwytu między palcami.

 

 

Od niedawna dostępna jest też wersja z autorską szyną akcesoryjną G43X/48 Rail, do której pasują dwie latarki - Streamlight TLR-7 SUB i Surefire XSc. Do modelu bez szyny pasuje Streamlight TLR-6, ale ma 100 lumenów i słabiutki laser. To nie 2005, więc w razie czego kupujcie tego z szyną. Jest jeszcze oczywiście wersja MOS, czyli przystosowana do mocowania mikrokolimatorów, tylko że tych na prawdę mikro, bo pod rozstaw otworów Shielda RMSc. Pasuje tam albo on, albo Holosun 407k, albo Trijicon RMR CC. Tylko te dwa ostatnie godne uwagi na pistolecie, który w razie czego ma ratować życie, ze względu na relatywnie wysoką odporność na uszkodzenia mechaniczne.

Nie ukrywam, że jestem trochę fanboyem Glocka i się z tym nie kryję. Ale spokojnie, już tłumaczę. Do G43X/48 dostępne są PIĘTNASTO-nabojowe magazynki Shield Arms, nie wystające poza obrys broni. Co sprawia, że mamy miniaturową paczkę, z mocną latarką, niezawodnym kolimatorem, pewnym pełnym chwytem i pojemnością Glocka 19. Co prawda z taliowanym garniturem nie zagra tak jak mikroskopijny Ruger LCP. No ale coś za coś.

„Ale zaraz!” – zapytacie – „Czy po tych wszystkich dodatkach ten Glock nie będzie kosztował z siedem i pół koła?” A ja Wam odpowiadam! – Tak, dokładnie tak.

 

SIG Sauer P365

Cały boom na mikrokompakty w 9-tce z relatywnie dużą pojemnością magazynka zaczął się, tak na prawdę od SIGa P365, który zrobił furorę na SHOT Show 2018. Był to pierwszy model, który łączył w sobie wymiary pistoletu normalnie mieszczącego 6, może 7 nabojów – z dwucyfrową pojemnością. Magazynek z płaską stopką w małym SIGu mógł przyjąć 10 nabojów 9x19 mm, a przedłużony aż 12. Osiągnięto to przez zastosowanie magazynka „półtora-rzędowego”, gdzie naboje układają się w kolumnie zachodząc na siebie obrysem jak w dwurzędowym, ale stykając się tylko z dwoma sąsiadującymi nabojami – czyli jak w magazynku jednorzędowym. Z resztą, nie ma to znaczenia.

 

SIGa P365 jak każdą całkowicie nową konstrukcję dotknęły choroby wieku dziecięcego. Egzemplarze z kilku pierwszych serii produkcyjnych łamały iglice. Było to spowodowane zbyt wolnym cofaniem się iglicy do jej kanału po strzale. W wyniku tej wady iglica podczas odryglowywania zamka zostawiała charakterystyczną głęboką rysę w spłonce, co koniec końców prowadziło do ukruszenia jej czubka. Obecnie ten problem został niemal całkowicie wyeliminowany dzięki zastosowaniu iglic z innego materiału i hartowanych w odmienny sposób. Nie występuje też wcale w wariancie P365 XL, charakteryzującym się wolniejszym cyklem zamka pozostawiających więcej czasu dla iglicy na cofnięcie.

Po kilku latach rozwoju dostępne jest 5 odmian tego pistoletu. Klasyczny P365 Micro-Compact, P365X RomeoZero z nieco przedłużonym chwytem od wersj XL, większą pojemnością magazynka i mikrokolimatorem fabrycznie montowanym na zamku, wspomniany P365 XL z dłuższym zamkiem, chwytem i gniazdem kolimatora, no i jego wersja z kolimatorem i dopiskiem RomeoZero.

 

Na koniec pozostaje niesławny P365 SAS, czyli klasyczny Micro-Compact z usuniętymi wszystkimi wystającymi elementami i przyrządami mechanicznymi zastąpionymi przez światłowodowy MeproLight Bullseye. Jest to kompletnie poroniony pomysł, ponieważ utrudnia obsługę pistoletu, a przyrząd celowniczy osadzony głęboko w zamku, nie dość że zasłania cel, to jest wysoce nieprecyzyjny i niezdatny do użytku powyżej 5 metrów. Na taką odległość strzelanie bez żadnych przyrządów nie sprawia problemu.

Podsumowując, bazowy P365 to model ekstremalnie popularny, będący pionierem w swojej kategorii. Sprawdzony przez ostatnie kilka lat, wolny od początkowych mankamentów, solidna propozycja. Minusami są na prawdę mały chwyt niewygodny dla osób z dużymi dłońmi. Dla niektórych, minusem może być też fabryczne gniazdo kolimatora w wersjach OR, przystosowane tylko do modelu RomeoZero i wymuszające wybór szczerbinka albo kolimator.

Należałoby nadmienić, że do autorskiej szyny pasują latarki Foxtrot365 od SIGa, wcześniej wspomniane modele od Surefire i Streamlighta, a poza tym po jednym od Crimson Trace i NightStick. Godne uwagi pozostają te same, które były godne uwagi w wypadku Glocka.

 

S&W M&P9 Shield Plus

Kolejną silną pozycją na liście jest Smith&Wesson M&P9 Shield Plus. To wersja rozwojowa ekstremalnie popularnego modelu Shield, z nielicznymi ale bardzo znaczącymi zmianami. A konkretnie jedną krytyczną i jedną mniejszą. Mowa oczywiście o niemal podwojeniu pojemności magazynka do 13 sztuk amunicji 9x19 mm. Zamiast siedmiu w poprzednim modelu (magazynek z płaską stopką). W zestawie są magazynek płaski na 10 nabojów i powiększony na 13.

 

S&W Shield, zanim pojawiły się wcześniej wymienione modele, był w zasadzie potentatem w swojej klasie. Obok niego na rynku widniały propozycje marek takich jak Kahr (metalowy szkielet) czy Kel-Tec (praktycznie brak przyrządów i oburzający spust). W późniejszych latach został wyprzedzony w popularności przez SIGa czy Glocka, ale teraz z nowym modelem wraca do łask.

Zmianom uległ też spust, tym razem zastosowano wygodniejszy, płaski język z bezpiecznikiem na wzór Glocka, a nie łamany w połowie jak w całej serii M&P. Reszta pozostała w zasadzie ta sama, są nakładki chwytu w różnych rozmiarach, agresywna faktura znana z M&P9 M2.0, dobra ergonomia. Ale w 2021 roku nadal brak podstawy pod kolimator, brak szyny akcesoryjnej, którą da się tam wcisnąć, co udowodnili konkurenci.

 

Istnieje edycja Performance Center, która fabrycznie ma przedłużoną lufę i zamek, zamontowany mikrokolimator Crimson Trace i światłowodowe przyrządy mechaniczne. Coś w typie Glocka 48 MOS, ale bez szyny. Zarówno do standardowego Shielda, jak i do Plusa i Plusa Performance Center, jedyna sensowna, pasująca latarka to Streamlight TLR-6.

 

Springfield Armory Hellcat

Na koniec zostaje nam Springfield Armory Hellcat, czyli brandowany legendarną amerykańską marką chorwacki HS H11 - polimerowy mikrokompakt produkowany przez HS Produkt (tak jak linia XD/XDm). Jest to najnowsza propozycja z prezentowanych, zdobywająca sporą popularność dzięki niezłemu stosunkowi oferowanych "ficzerów", do ceny. Hellcat oferuje 11 nabojów w standardowym magazynku i 13 w tym z powiększoną stopką. Do tego w standardzie ma trytową muszkę. Dużym plusem jest gniazdo pod mikrokolimator – również w standardzie i przygotowane pod Shielda RMSc lub podobne kolimatory.

Producent chwali się też nowym typem teksturowania chwytu, który ma zwiększając swoją przyczepność, im mocniej zaciśnięte są dłonie. Manipulatory rozmieszczone są na polimerowym szkielecie tylko z lewej strony, ale zatrzask magazynka można przełożyć. Leworęczni będą jednak musieli zrzucać zamek metodą „na procę”. A, no i latarki - Streamlight TLR-7 SUB i Surefire XSc.

Samych wariantów Hellcata jest osiem, wliczając pozbawione niektórych cech, dla zgodności z prawem w niektórych stanach USA. Nie różnią się od siebie na tyle, żeby się na ten temat rozpisywać. Ciekawszy jest za to Hellcat RDP (Rapid Defense Package), czyli wersja fabrycznie stuningowana. RDP z fabryki otrzymuje przedłużoną o 0,8 cala lufę z gwintem, na którym osadzony jest kompensator. Dodatkowo we wspomnianym gnieździe OR znajduje się już kolimator HEX Wasp (nowość na rynku) lub Shield RMSc – zależnie od odmiany (są cztery). Poprawiony jest też spust. Reszta pozostaje ta sama.

 

Podsumowanie

Oczywiście na rynku jest więcej propozycji mieszczących się w wymienionych kryteriach, na przykład nowy Taurus GX4. Nie znalazły się one w tym zestawieniu, dlatego że są zbyt nowe i trudno coś o nich jeszcze powiedzieć (np. G4X), albo zbyt odbiegają w dół jakością czy niezawodnością, by porównywać je z tymi wymienionymi.  Poniżej zostawiam wam tabelkę z suchymi danymi, dającą łatwe porównanie omawianej broni. Polecam też matematyczne porównanie Jamesa Reevesa z TFB TV na temat pistoletów do noszenia – podlinkowane poniżej. Wnioski wyciągnijcie sami, a ja jako fanboj zostanę przy „Perfekcji” Glocka za 2700 z dodatkami za 5000.

 

---Wysokość (mm)Długość (mm)Szerokość (mm)Waga (g)Pojemność STDPojemność MAXWersja Optics ReadyWersja z szynąCena ~ (PLN)
G43X128165285271015TakTak2700 - 3000
P565109147265001012TakTak3600 - 4100
Shield+117155285721013TakNie3000-3500*
Hellcat102152265071113TakTak2600-2800**


*Jeszcze niedostępny w Polsce, spekulacja na temat ceny.
** W Polsce częściej występuje pod nazwą HS H11.

 

W tym artykule
STRONA 1: Czy dobrze jest mieć małego? – Przegląd współczesnych mikrokompaktów
Oceń i skomentuj artykuł
Platynowy partner
Złoty Partner
Srebrni partnerzy
Partnerzy taktyczni
Dołącz do współpracy
Wspierają nas sklepy
Dołącz do współpracy

Nagrody i wyróżnienia WMASG

Popular AirSoft Hall of Fame - 2017
2011 Best Non-English Language Airsoft News Website
2012 Best Non-English Language Airsoft News Website
2012 Best Non-English Language Airsoft Magazine
2013 Best Non-English Language Airsoft News Website
2014 Best Non-English Language Airsoft News Website
2016 Best Online Airsoft Community/Forum
2017 Best Non-English Language Airsoft News Website
2018 Best Non-English Language Airsoft News Website
Trwa ładowanie...