Przedstawiamy kolejną relację z cyklu prezentującego akcje i szkolenia, w których biorą udział Specjalne Grupy Operacyjne. Jest to pierwsza część sprawozdania z przebiegu kursu dotyczącego taktyki czerwonej.
Jednocześnie informujemy, że relacja zawiera drastyczne zdjęcia, dlatego decyzję o zapoznaniu się z materiałem pozostawiamy czytelnikom.
Zapraszamy do lektury.
W miniony weekend, w okolicy Żywca, podczas imprezy firmowej, doszło do ataku uzbrojonej grupy przestępczej! Niezwykle brutalny i niespodziewany atak zakończył się tragicznie - kilkanaście osób odniosło ciężkie obrażenia. Do interwencji skierowane zostały znaczne siły, działające pod dowództwem B.O.S.T SGO. Dzięki błyskawicznej akcji udzielono pomocy wszystkim poszkodowanym i zneutralizowano zagrożenie. Niebagatelną rolę w utrzymaniu rannych przy życiu odegrało natychmiastowe udzielanie pomocy przez wykwalifikowanych medyków w trakcie trwania szturmu. To dzięki ich ciężkiej pracy i poświęceniu obyło się bez ofiar śmiertelnych...
Ten scenariusz na całe szczęście jest tylko fikcją - jednym z wielu wariantów wydarzeń, na jakie muszą być przygotowani uczestnicy zakończonego kursu z zakresu czerwonej taktyki. Kursu, który był pierwszym z serii wielu szkoleń, jakie B.O.S.T. SGO będzie organizowało przy współpracy z Couterterrorism Traing Poland Cichy Fight&Tactics.
Jak pokazują wydarzenia na całym świecie - operatorzy, żołnierze i funkcjonariusze publiczni muszą być wyszkoleni z zakresu medycyny pola walki. Dlatego właśnie takie osoby szkolone są w warunkach jak najbardziej przypominających te, z którymi mogą się zetknąć na co dzień. Stres, nieustanne zagrożenie, poczucie odpowiedzialności i trudne decyzje - są chlebem powszednim w tego rodzaju działaniach. Nie inaczej było i na naszym kursie. Uczestnicy rozpoczęli od części teoretycznej ilustrowanej przykładami. Instruktor krok po kroku omawiał zagadnienia, z którymi przyjdzie się kursantom spotkać w działaniu. Dokładne przedstawienie zastosowania stazy taktycznej, czy sposobów na opatrywanie ciężkich ran w warunkach polowych, były jednymi z wielu tematów jakie zostały poruszone.
Najciekawszą i najbardziej wymagającą częścią były zajęcia praktyczne. Dzięki zaawansowanym środkom pozoracji w postaci sztucznych ran wszelkiego typu, podlanych odpowiednio dużą ilością sztucznej krwi, pozoranci wyglądali niezwykle realistycznie. Dodatkowo, odpowiednio poinformowani, zachowywali się jak osoby, które rzeczywiście odniosły ciężkie obrażenia. Systematycznie też wprowadzana była presja ze strony instruktorów. Krzyki, wystrzały i pirotechnika stawały się nieodłączną częścią każdego zadania. Kursantów nieustannie wspierali w działaniu członkowie kilku ekip, takich jak: GHOSTSQUAD, Old Death Squad, Samodzielna Grupa Operacyjna WILK Rawicz, mających duże doświadczenie w odtwarzaniu podobnych scenariuszy. Ich niezwykłe zaangażowanie oraz profesjonalizm działania były nieocenione. Odpowiedzialnie i sumiennie wypełniali powierzone im zadania, pomimo ogromnego wysiłku i zmęczenia. Pogoda też nie rozpieszczała. Deszcz i wszędobylska wilgoć dawały o sobie znać na każdym kroku, jednak dzięki odpowiedniemu wyposażeniu działania uczestników kursu były łatwiejsze.
Po pełnym zajęć i wyzwań dniu przyszedł dla uczestników czas odpoczynku. Jednak zostali uprzedzeni, że mają znajdować się w gotowości do działania. Jak się okazało - noc przyniosła kolejne złe wiadomości...
Podczas przejazdu terenem górzystym na nocny patrol, 2 samochody wpadły na IED oraz zostały zaatakowane przez nieznanych sprawców. Cześć obsady obu wozów została uprowadzona. Do działania skierowane zostały natychmiast zespoły szybkiego reagowania, które po ustaleniu ostatniej znanej pozycji ruszyły do działania. Po dotarciu na miejsce, okazało się, że na operatorów czekała zasadzka, w której rannych zostało kilku członków ekipy ratunkowej. W ciemności napastnicy początkowo uzyskali przewagę, jednak bardzo szybko zostali odparci i zbiegli w nieznanym kierunku.
Ten kolejny scenariusz był, jak się okazało, trudnym wyzwaniem dla wszystkich osób biorących w nim udział. Trudne warunki, w połączeniu z ciemnością, spowodowały, że nawet najprostsze czynności zajmowały wiele czasu. Grupa szturmowa została zaatakowana granatami, a pod ogniem karabinów, załadowanych ślepą amunicją, zapanował chaos. Jednak wyszkolenie i doświadczenie kursantów pozwoliło na skuteczne działanie. Opanowanie i precyzja wykonywanych czynności, sprawiły, że bardzo szybko udzielono pomocy poszkodowanym.
Nie obyło się jednak bez przykrych niespodzianek. Jeden z pozorantów, w ciemności, zranił się dość poważnie w nogę. Rana na udzie została jednak szybko i sprawnie zabezpieczona, a osoba przetransportowana do ośrodka.
W tym samym czasie uczestnicy również zaczęli wracać do bazy, gdzie mieli w końcu zaznać chwili spokoju.
Druga część relacji i podsumowanie już wkrótce...
Zdjęcia:
Samuel Hławiczka, Patryk Jurzak
Patronat grupie SGO zapewniają: Helikon-Tex oraz Gunfire.pl. Wyposażenie uczestników oraz instruktorów: firmy Winsport i Stoor.
Źródło:
Dziękujemy wszystkim za komentarze merytoryczne, pozdrawiamy fanów onetu - zostańcie u siebie.
Ogolnie ok
Zasada jest oczywiście taka, że zakładamy je ZAWSZE. Problem się pojawia, kiedy z jakichś powodów nie posiadamy ich przy sobie.
Słyszałem takie zdanie, że jeśli ktoś współdziała w grupie, w której ludzie się znają i wiedzą, że każdy jest zdrowy, to można zaryzykować udzielanie pomocy bez rękawiczek. Nie jestem do końca pewien, czy jest to dobry pomysł.
Niestety rękawiczki mają to do siebie, że:
- przy wszelkich bardziej gwałtownych manipulacjach przy oporządzeniu niszczą się (i to naprawdę szybko),
- w przypadku ciemnego koloru rękawiczek ciężko czasem, szczególnie przy złych warunkach oświetlenia, zobaczyć na nich krew. Dlatego oprócz (jakże taktycznych) czarnych rękawiczek, warto mieć ze sobą zwykłe fioletowe, czy też niebieskie,
- no i trudno w nich poczuć krew na rękach przy wstępnym badaniu rannego, co ma znaczenie przy akcji w ciemności.
Zastanawiam się nad tym, czy w czasie szkolenia ktoś rzeczywiście zapomniał, czy też wspomniał, że na potrzeby szkolenia rękawiczek nie będzie używał?
POD OSTRZAŁEM się OSTRZELIWUJESZ!!! A nie udzielasz pierwszej pomocy!
Co do amerykanów..się z Tobą zgodzę :)
Zasada jest oczywiście taka, że zakładamy je ZAWSZE. Problem się pojawia, kiedy z jakichś powodów nie posiadamy ich przy sobie.
Słyszałem takie zdanie, że jeśli ktoś współdziała w grupie, w której ludzie się znają i wiedzą, że każdy jest zdrowy, to można zaryzykować udzielanie pomocy bez rękawiczek. Nie jestem do końca pewien, czy jest to dobry pomysł.
Niestety rękawiczki mają to do siebie, że:
- przy wszelkich bardziej gwałtownych manipulacjach przy oporządzeniu niszczą się (i to naprawdę szybko),
- w przypadku ciemnego koloru rękawiczek ciężko czasem, szczególnie przy złych warunkach oświetlenia, zobaczyć na nich krew. Dlatego oprócz (jakże taktycznych) czarnych rękawiczek, warto mieć ze sobą zwykłe fioletowe, czy też niebieskie,
- no i trudno w nich poczuć krew na rękach przy wstępnym badaniu rannego, co ma znaczenie przy akcji w ciemności.
Zastanawiam się nad tym, czy w czasie szkolenia ktoś rzeczywiście zapomniał, czy też wspomniał, że na potrzeby szkolenia rękawiczek nie będzie używał?
POD OSTRZAŁEM się OSTRZELIWUJESZ!!! A nie udzielasz pierwszej pomocy!
Ludzie - zasady udzielania pomocy na polu walki są proste jak ruchanie. Nie komplikujcie sobie życia :-)
Nie mówiąc o tym, że takie "odciąganie" nie sprawdzonego rannego może mu porządnie zaszkodzić.
Dzięki Churchill za przykłady z rękawiczkami. Jeszcze na dyżurze, czy już po? :P
Nie mówiąc o tym, że takie "odciąganie" nie sprawdzonego rannego może mu porządnie zaszkodzić.
Dzięki Churchill za przykłady z rękawiczkami. Jeszcze na dyżurze, czy już po? :P
a dla tych, którzy lubią się pohejtować, zapodaję filmik instruktażowy z serii "kilka rzeczy poszło źle"
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=AcoDRBPur7A
- po ataku nie uzyskano przewagi nad przeciwnikiem (nawet go nie zlokalizowano). większość drużyny schowała się za transporterem, gapiła na rannego, pstrykała fotki itp.
- rannego nie rozbrojono.
- można się nieco przyczepić, że nie użyto apteczki rannego, tylko innego członka zespołu. w zasadzie każdy ma swój właśnie po to, żeby koledzy mogli go opatrzyć.
- zauważcie, że osoba zaopatrująca rannego otwiera apteczkę i czyta instrukcję obsługi opatrunku. tak w żadnym razie nie powinno być. każda z tych rzeczy jest w IFAK'u i KAŻDY MUSI umieć posługiwać się tymi sprzętami - o tym jest mowa w podstawowym szkoleniu. w tym przypadku przyjmijmy, że było w miarę spokojnie, ale czasem takie czytanie może kosztować utratę cennego czasu. co jeśli nie byłoby światła? pewne umiejętności trzeba mieć opanowane wręcz w taki sposób, aby wykonywać je po omacku (choćby założenie stazy).
- no i bez rękawiczek. to, że ktoś mówi jak to wygląda w realu, nie zwalnia nas dbania o WŁASNE zdrowie i od logicznego myślenia - rany były dobrze widoczne i nie było konieczności jakiegoś dogłębnego ich poszukiwania - nie trzeba się było zdawać na poszukiwanie po omacku źródła krwawienia.
Tak przy okazji: taka rana może być bardzo nieciekawa. Kula przeszła przez miednicę w pobliżu dużych tętnic, które w zasadzie są nie do uciśnięcia...